Spotkanie z himalajskimi joginami w aśramie Sai Baby
Prashanti Nilayam, główny aśram Sathya Sai Baby, od dziesięcioleci przyciąga pielgrzymów z całego świata. To miejsce duchowych poszukiwań, codziennych darśanów i niezwykłych spotkań. Wśród tysięcy odwiedzających zdarzają się pojawić postaci wyjątkowe, których sama obecność wydaje się nieść ze sobą coś z tajemnicy Himalajów i głębokiej praktyki jogicznej.
Niezwykli przybysze podczas styczniowego darśanu
Wydarzenie to miało miejsce podczas jednego ze styczniowych darśanów w Prashanti Nilayam w 1995 roku. W aśramie, wypełnionym jak zwykle przybyszami z całego świata oraz Hindusami, pojawili się dwaj wyjątkowo malowniczy goście. Jeden z nich, w wieku około sześćdziesięciu lat, miał posiwiałe włosy i długą brodę. Drugi, przynajmniej o trzydzieści lat młodszy i o postawnej sylwetce, nosił bardzo długie włosy sięgające aż do pasa. Jeden z nich miał na sobie pomarańczową szatę swamiego, drugi – ochrowe okrycie sadhu, czyli wędrownego ascety.
Wyróżniało ich z tłumu nie tyle ubranie i włosy, ile niesamowicie gorejące oczy – oczy prawdziwych joginów, które zdawały się odzwierciedlać lata intensywnej praktyki duchowej. Jak wszyscy inni w aśramie, dwaj nieco tajemniczy przybysze usiedli w kolejce do losowania miejsca podczas darśanu, czyli ceremonii oglądania mistrza duchowego. Przypadek sprawił, że i mnie udało się wylosować miejsce tuż obok nich. Siedziałem rząd za nimi, zaledwie jakiś metr od tych niezwykłych postaci.
W trakcie darśanu Sathya Sai Baba, co rzadko czynił tego dnia, zatrzymał się akurat przed nimi. Po chwili zmaterializował wibhuti, święty popiół używany w hinduskich rytuałach, który dał jednak nie im, lecz komuś siedzącemu obok. Następnie zaczął patrzeć na nich swoim potężnym spojrzeniem. Oni również odwzajemnili spojrzenie i ta wymiana trwała długo, może nawet ze dwie minuty. Nie padło ani jedno słowo, a jednak wydawało się, że dzieje się coś niezwykle istotnego. Po czym Sathya Sai Baba uśmiechnął się nieznacznie i powoli poszedł dalej. Obaj jogini zwrócili się ku sobie i również wymienili między sobą delikatne uśmiechy.
Próba odkrycia tożsamości tajemniczych joginów
Przyznam, że ta sytuacja mnie zafascynowała i byłem bardzo ciekaw, kim są ci dwaj jogini. Niestety, natychmiast po zakończonym darśanie opuścili plac, a następnie wyszli przez główną bramę aśramową, by już więcej nie pojawić się w Prashanti Nilayam, przynajmniej podczas mojego długiego wówczas pobytu.
Ta scena nie dawała mi jednak spokoju, dlatego spróbowałem zebrać jakieś wieści o tych dwóch niezwykłych postaciach. Na szczęście zwróciło na tę sytuację uwagę jeszcze kilka innych osób. Właśnie dzięki nim mogłem dowiedzieć się czegoś więcej. Otóż tymi osobliwymi gośćmi mieli być przybysze z górskiego himalajskiego aśramu Nara Narayana. Po więcej informacji skierowano mnie do niejakiego Swamiego Maheshwarandy, mieszkającego w Puttaparthi, ale akurat w tym czasie był on nieobecny przez kilka miesięcy. Zostało mi tylko przyjąć na wiarę, że miałem do czynienia z przybyszami ze słynnego górskiego aśramu, który stał się znany dzięki książce wspomnianego właśnie Swamiego Maheshwarandy.
Historia górskiego aśramu Nara Narayana
Według tej relacji, kilkanaście lat wcześniej Sathya Sai Baba wybrał kilkunastu bardzo młodych wówczas ludzi, niespełna dwudziestoletnich, i pod wodzą pewnego mahatmy, czyli wielkiego mistrza duchowego, wysłał w Himalaje na twardą jogiczną tapasyę. Tapasya to surowa ascetyczna praktyka jogiczna w skrajnych warunkach, mająca doprowadzić do samorealizacji tej grupy sadhaków, czyli duchowych praktykujących.
Aby jednak oszczędzić im elementarnych problemów związanych z ascezą na wysokości kilku tysięcy metrów, podarował im Akshaya Patra – magiczne naczynie z hinduskiej mitologii, które wiecznie napełnia się pożywieniem. Według relacji Sai Baba miał w swej fizycznej postaci pojawiać się w tym aśramie, który w rzeczywistości był obszerną himalajską jaskinią, i tam prowadzić tych kilkunastu adeptów medytacji i jogi ku ostatecznemu celowi. Historia ta została opisana w wydanej w Polsce książce Sai Baba i górski aśram przez wydawnictwo Limbus. Wspomniany górski aśram miał znajdować się gdzieś w okolicach świętego Badrinath, u stóp góry Narayana Parvata.
Książka ta cieszyła się niezwykłą popularnością. Ewenementem w Indiach było to, że w ciągu kilku lat doczekała się kilku wydań. Cała ta historia zaprowadziła na podhimalajskie szlaki wielu pragnących odnaleźć ten słynny aśram Nara Narayana, który jednak pozostawał rzeczywiście dostępny dla nielicznych. Podobnie trudno było dotrzeć do innego miejsca, znanego jako Patal Bhuvaneshwar.
Odkrycie jaskini Patal Bhuvaneshwar
W 1989 roku w rejonie Almora, nieopodal Gangolighat, odkryto opisaną w słynnej Skanda Puranie jaskinię, a właściwie zespół jaskiń o fantastycznie malowniczym charakterze. Ukryte w nieprawdopodobnie gęstych zaroślach i zapomniane od stuleci wejście do tych jaskiń wskazał we śnie Sathya Sai Baba pewnemu generałowi, dowódcy przygranicznego garnizonu w pobliżu granicy z Nepalem. Wizja senna była tak precyzyjna, że generał od razu podczas najbliższej inspekcji tego rejonu skojarzył to miejsce z instrukcją otrzymaną od Sai Baby, którego zresztą był wyznawcą.
Niedługo potem rozpoczęto eksplorację tych jaskiń, chociaż początkowo były one odwiedzane prawie wyłącznie przez wyznawców Sai Baby. Do tego skalnego sanktuarium boga Śiwy ściągali różni duchowi wędrowcy, którzy docierali tam pomimo bardzo trudnych warunków wówczas tam panujących. W jaskini działo się wiele dziwnych rzeczy, czyli tak zwanych cudów, włącznie z manifestacją mleka, które ściekało ze sklepień tych jaskiń, czy spontaniczną manifestacją amrity, mitycznego nektaru nieśmiertelności.
Od czasu do czasu, jak twierdzą świadkowie, widywano samego Sathya Sai Babę w jego fizycznej postaci, w pomarańczowej szacie. Miejsce to stało się znakomitym gruntem dla wszystkich medytujących. Dzisiaj jednak jest tam już znacznie mniej spokojnie, gdyż stało się jedną z ważnych indyjskich atrakcji turystycznych.
Fala pielgrzymek do Patal Bhuvaneshwar
W tym samym, wspomnianym wcześniej roku 1995, do miejsca tego ciągnęli wyznawcy Sai Baby, tworzący nawet specjalne grupy. Opuszczali aśram pomimo obecności Sai Baby, w poszukiwaniu mistycznego doświadczenia związanego z bogiem Śiwą. Ten ruch turystyczny nasilił się do tego stopnia, że jednego dnia do akcji wkroczył sam Sai Baba.
Podczas interview zatrzymał jednego z takich pielgrzymów. Kiedy ten zapytał w czasie spotkania o to, czy dostanie zgodę swego guru na wyjazd w ten podhimalajski rejon, gdzie miał nadzieję spotkać Śiwę, w odpowiedzi usłyszał: „Głupcze, po co? Przecież on stoi przed tobą!”. Słowa może i ostre, ale za to lotem błyskawicy rozniosły się po aśramie, co szybko obniżyło u niektórych zapał do takich duchowych podróży.
Inne himalajskie epizody związane z Sathya Sai Babą
Nie były to zresztą jedyne himalajskie epizody związane z postacią Sathya Sai Baby. Na początku lat sześćdziesiątych XX wieku sam Sai Baba, w swej jak najbardziej realnej i fizycznej postaci, poprowadził olbrzymią yatrę, czyli pielgrzymkę swoich wyznawców, do podhimalajskich sanktuariów. W czasie wizyty we wspomnianym już wcześniej Badrinath doszło do niesamowitego wydarzenia.
Aby nie utrudniać normalnego funkcjonowania tego słynnego sanktuarium Nara Narayany, które zresztą nie było w stanie pomieścić tak licznej grupy pielgrzymów, Sathya Sai Baba zmaterializował zminiaturyzowaną kopię świątynnego idola oraz parafernalia niezbędne do odprawienia pudży, czyli hinduskiego obrzędu religijnego, na zewnątrz świątyni. Osoby, które były świadkami tego zdarzenia, przeżyły istny szok. Wśród nich był ówczesny gubernator stanu Uttar Pradesh, towarzyszący przez cały czas pielgrzymce.
Refleksja
Te niezwykłe opowieści z Himalajów i aśramu w Prashanti Nilayam pokazują, jak głęboko w indyjskiej duchowości splatają się wątki fizycznej obecności, mistycznych doświadczeń i transformacji wewnętrznej. Spotkanie z dwoma tajemniczymi joginami było zaledwie mgnieniem w czasie, a jednak zostawiło trwałe wrażenie – przypomnienie o tym, że prawdziwa praktyka duchowa objawia się przede wszystkim w oczach i obecności praktykującego. Czy ci dwaj goście rzeczywiście pochodzili z legendarnego górskiego aśramu? Być może nigdy się tego nie dowiem, ale samo poszukiwanie odpowiedzi na to pytanie otworzyło przede mną fascynujący świat himalajskich legend i duchowych pielgrzymek.