W dobie globalizacji i poszukiwania duchowych odpowiedzi poza tradycyjnymi religiami coraz więcej ludzi zwraca się ku naukom Wschodu. Młodzi mistrzowie, którzy łączą starożytną mądrość z uniwersalnym przesłaniem miłości i jedności, przyciągają tłumy w Europie i Ameryce. Jednym z takich nauczycieli jest Swami Vishwananda z Mauritiusa, który podczas swojej wizyty w Polsce zgromadził setki osób pragnących doświadczyć bezpośredniego kontaktu z duchowym mistrzem. To spotkanie – połączenie medytacji, nauczania i indywidualnego błogosławieństwa zwanego darszan – stało się dla wielu uczestników głębokim przeżyciem wykraczającym poza granice wyznań i tradycji religijnych.
Przed zamkniętymi drzwiami sali konferencyjnej gromadzi się tłum. Panuje w nim cisza i skupienie, które zaskakują tym bardziej, że w środku znajduje się kilkaset osób. Dzieci – a jest ich zaskakująco dużo, nawet przedszkolaki – biegają i podskakują od czasu do czasu, zachowując się jednak z wyczuciem chwili. Atmosfera oczekiwania nie niesie ze sobą zniecierpliwienia. Odnosi się wrażenie, że ci ludzie mogliby stać w ciszy nawet parę godzin, nie licząc czasu. Niektórzy wyglądają na zmęczonych, oddychają ciężko w upale, z trudem dźwigają podróżne bagaże. Mimo to uśmiechają się do siebie. Znajomi witają się serdecznie i ze zrozumieniem patrzą sobie w oczy.
Duchowe przygotowanie
Kiedy otwierają się wreszcie drzwi, sytuacja nie ulega zmianie. Ludzie wchodzą niespiesznie, bez przepychanek. Każdy siada tam, gdzie może, ustępują sobie nawzajem miejsca. To bardzo znaczące zachowanie – w zatłoczonej sali każdy stara się ułatwić innym dostępny komfort. Tworzy się szczególna atmosfera przygotowująca na duchowe przeżycie, którego wszyscy oczekują.
Większość przybyłych nigdy dotąd nie miała okazji zetknąć się ze Swamim Vishwanandą. To młody mistyk z Mauritiusa, który podróżuje po świecie, nauczając o jedności wszystkich ścieżek duchowych. Swami, określany w tradycji hinduistycznej jako awatar – czyli wcielenie boskiej świadomości – głosi przesłanie wykraczające poza podziały religijne. Jego nauczanie koncentruje się na budzeniu dusz i otwieraniu serc, na wzywaniu ludzi wszystkich wyznań do zjednoczenia w braterskiej jedności z Bogiem, który stanowi istotę każdego człowieka. W Polsce pojawia się rzadko, stąd wielkie zainteresowanie jego wizytą.
Na salę wchodzi w długiej, ciemnoniebieskiej szacie, bez żadnych ozdób. Jego pojawienie się spotyka się z wyraźnym zrozumieniem dla głoszonej przez niego idei. Towarzyszy temu chóralne skandowanie mantry. Swami siada tuż obok ołtarzyka, na którym obok portretu Matki Boskiej i Jezusa umieszczono wizerunek Kriszny – jednego z głównych bóstw hinduizmu – oraz Babaji, legendarnego mistrza jogi. Ta synkretyczna kompozycja, łącząca symbole różnych tradycji duchowych, nie wzbudza sprzeciwu uczestników spotkania.
Mistyk zagłębia się w medytacji. Ci, którzy praktykują tę formę duchowej pracy, podążają za jego przykładem. Pozostali siedzą w skupieniu, słuchając starohinduskich pieśni religijnych. Dla większości ich słowa pozostają niezrozumiałe, ale dźwięki trafiają bezpośrednio do serc. Płynąca z nich moc wibruje ogromną energią, która wypełnia przestrzeń sali.
Przesłanie miłości i jedności
Swami kończy medytację i uśmiecha się ciepło. Ten uśmiech jeszcze bardziej rozjaśnia jego twarz. Jedna z uczestniczek szepcze do osoby obok: „Ma oczy anioła. Widać, jak czule odnosi się do dzieci”. Dzieci rzeczywiście stanowią ważny element tego spotkania. Są swobodne, ale dziwnie grzeczne. Wyraźnie polubiły Swamiego i jego obecność.
„Patrz w głąb siebie, nie na zewnątrz. Bóg jest w nas” – te słowa z Bhagavad Gity, świętego tekstu hinduizmu, doskonale oddają istotę nauczania Swamiego. Mistrz wygłasza przesłanie, w którym apeluje do ludzi o wzajemną miłość, tolerancję i zjednoczenie się z Bogiem. Mówi o tym, że wszystkie religie prowadzą do tego samego źródła, że podziały są wytworem ludzkiego umysłu, a prawdziwa duchowość polega na otwieraniu serca i rozpoznawaniu boskości w każdej istocie. Jego słowa płyną naturalnie, bez sztuczności i patosu. Nikt nie patrzy na zegarek – czas przestaje się liczyć.
Zanim Swami prosi wszystkich o wspólną medytację, pokazuje mudrę serca – specyficzny gest dłoni stosowany w praktykach medytacyjnych hinduizmu i jogi, który ma otwierać i harmonizować czakrę serca. Mudra to symboliczne ułożenie palców, które w tradycji wschodnich praktyk duchowych służy kierowaniu przepływem energii w ciele. Wyjaśnia, w jaki sposób należy oddychać podczas medytacji. Te konkretne, praktyczne uwagi stanowią jednocześnie część mistycznego przeżycia. Prosi, by zamknąć oczy i zgrać rytm oddechu z kontemplacją symbolu om – sakralnej sylaby uważanej w hinduizmie za pierwotny dźwięk wszechświata, reprezentujący duszę – lub krzyża.
Ta medytacja stanowi dar dla uczestników. Stosowana codziennie może przywracać zdrowie zmęczonym sercom i zestresowanym umysłom. W czasie jej trwania niektórzy uczestnicy odnosili wrażenie, że Mistrz przechodzi się między nimi. Wyraźnie czuli, kiedy się zbliżał i oddalał, wręcz odczuwali kontakt z jego szatą. Ci jednak, którzy na chwilę otworzyli oczy, twierdzili, że nie ruszał się ze swojego fotela. To jedna ze zdumiewających umiejętności przypisywanych awatarom – zdolność do równoczesnej obecności w wielu miejscach lub przekazywania energii na odległość.
Darszan – błogosławieństwo bez słów
Najważniejsza część spotkania – darszan – czeka jeszcze uczestników. Darszan to w tradycji hinduistycznej bezpośrednie spotkanie z osobą uznawaną za duchowego mistrza lub świętą. Słowo to oznacza dosłownie „widzenie” i odnosi się do wymiany energii, która dokonuje się poprzez wzrokowy i fizyczny kontakt. W przypadku Swamiego Vishwanandy darszan przybiera formę indywidualnego błogosławieństwa, podczas którego Mistrz dotyka konkretnych punktów energetycznych w ciele uczestnika i nawiązuje z nim kontakt wzrokowy.
Uczestnicy przybyli właśnie po to, by otrzymać darszan. Nikomu nie przeszkadza, że wcześniej przez długi czas słuchają tradycyjnych pieśni religijnych i medytują, wyłączając się z biegu czasu. Dopiero prośba organizatorów spotkania, aby kolejno podchodzić do Mistrza, przerywa misterium otwierania serc na subtelne wibracje spokoju i miłości.
Teraz każdy może mu przekazać to, z czym przyjechał na spotkanie. Dzieje się to w absolutnej ciszy, bez słów. Swami pochyla się nad każdym i kładzie mu na miejsce trzeciego oka – punkt energetyczny umiejscowiony między brwiami, uważany w tradycji jogicznej za siedzibę intuicji i wyższej świadomości – pomarańczowy znak zwany tilak, wykonany specjalną pastą używaną w hinduskich rytuałach. Przykłada jedną dłoń do czakry korony, czyli punktu energetycznego na szczycie głowy, drugą do kręgosłupa u nasady szyi i patrzy w oczy. To moment, gdy każdy może mu przekazać swoje myśli i uczucia, często wołanie o pomoc. Większość uczestników na chwilę traci poczucie czasu i świadomość otoczenia. Liczy się tylko energia płynąca między mistrzem a osobą otrzymującą błogosławieństwo.
Jakość tej specyficznej chwili jest nieprzewidywalna i dla każdego inna, całkowicie indywidualna. Gdy mija, Swami daje każdemu mały woreczek wibuti – świętego proszku, który w tradycji hinduistycznej jest materialnym znakiem błogosławieństwa awatarów – oraz płatek róży jako symbol piękna i życia.
Relacje uczestników
Obdarowani ustępują miejsca kolejnym osobom i w głębokim skupieniu, jak w transie, idą do wolnych miejsc, aby dojść do siebie. Wielu zasiadło do medytacji, która często trwa godzinę i dłużej. Jedna z uczestniczek medytowała po otrzymaniu darszanu przez dwie godziny. Kiedy wróciła do rzeczywistości, było bardzo późno. Mimo to przed Swamim ciągle jeszcze przechodził sznur czekających na błogosławieństwo.
Na sali można dostrzec wiele osób związanych ze środowiskiem duchowym Polski: ezoteryków, joginów, pisarzy, muzyków. Stoją w małych grupkach i szeptem rozmawiają o swoich doświadczeniach. Są też tacy, którzy po raz pierwszy uczestniczą w uroczystości darszanu i nigdy przedtem nie spotkali Swamiego. Niektórzy przyjechali z drugiego końca Polski.
„W zetknięciu ze Swamim doznałam błogostanu” – zwierza się znana astrolog Margot Graham. „Jego przesłanie jest teraz bardzo potrzebne współczesnym ludziom. Mówi o nim tak przekonywająco. On naprawdę jest w stanie skierować ludzi na drogę serca, wskazać piękno powszechnej miłości”.
Pani Wiesława opowiada, że podczas spotkania cały czas odczuwała subtelne i bardzo pozytywne wibracje. Sam Swami budził w niej ciepłe uczucia, trafiał do wnętrza jej istoty. Pani Grażyna – numerolog i propagatorka ajurwedy – podczas bezpośredniego kontaktu ze Swamim poczuła dziwny błysk przypominający porażenie prądem. „Po powrocie do domu zapragnęłam powąchać wibuti” – opowiada. „Podziałało na mnie w sposób, którego nie potrafię opisać. Nie mogłam przestać. Jednocześnie pojawiły się wizje jakby ze złotego wieku ludzkości – przepełnione wschodnim przepychem pałace w Indiach, wspaniałe stroje i cudowne tańce przy orientalnej muzyce. Potem zobaczyłam pustynię, żółty wręcz złoty piasek w jasnym świetle. To było cudowne”.
Wśród uczestników spotkania są też tacy, którzy w chwili otrzymywania darszanu byli tak wzruszeni, że nic nie zapamiętali. Wierzą, że z czasem przypomną sobie swoje odczucia. Być może spełni się to, o co prosili Swamiego.
Refleksje po spotkaniu
Podczas wielogodzinnego spotkania nikt nie wyszedł przed czasem. Nie sposób spotkać osoby, która żałowałaby, że zdecydowała się przyjść i siedzieć w przepełnionej, dusznej sali przy akompaniamencie pięknej, ale na dłuższą metę bardzo męczącej, głośnej muzyki. Wszyscy chcieli zetknąć się z niezwykłą osobowością młodego mistyka, który otwiera serca i budzi dusze.
Spotkanie ze Swamim Vishwanandą pozostawia uczestników w stanie duchowego otwarcia i wewnętrznego spokoju. Niezależnie od wyznania czy tradycji duchowej, z której pochodzą, wszyscy doświadczają czegoś, co wykracza poza słowa i pojęcia. To doświadczenie bezpośredniego kontaktu z energią miłości i akceptacji, które – jak wierzą uczestnicy – może zmieniać życie i otwierać perspektywy duchowego rozwoju.