Indyjski guru z rudawymi włosami i długą siwą brodą, uśmiecha się

Janglidas Maharaj – spotkanie z milczącym świętym

Omgurudev Shree Samarth Janglidas Maharaj, znany w Indiach jako Milczący Święty, nigdy wcześniej nie opuszczał Azji. Jego pierwsza wizyta w Polsce stała się niezwykłym wydarzeniem dla osób praktykujących jogę i środowiska akademickiego. Ten drobny, boso stąpający mężczyzna o rudawych włosach i błyszczących, młodych oczach przyniósł przesłanie przekraczające granice kultur i religii. Profesor Maria K. Byrski zaprosiła go na spotkanie ze studentami orientalistyki na Uniwersytecie Warszawskim, a profesor Stanisław Tokarski zorganizował dla niego specjalne 3-godzinne seminarium w Wyższej Szkole Psychologii Społecznej.

Droga od ciemności do światła

Historia Janglidasa rozpoczyna się w nieokreślonym czasie i miejscu. Pochodzi prawdopodobnie z biednej, chłopskiej rodziny, a szczegóły jego narodzin pozostają owiane tajemnicą. Od najmłodszych lat przejawiał niezwykłe zainteresowanie duchowością, które wykraczało poza granice jednej religii. Rodzice zamykali małego chłopca w domu, obawiając się o jego bezpieczeństwo, lecz on uciekał do portugalskiego kościoła. Godzinami medytował przed wielkim wizerunkiem Ukrzyżowanego Chrystusa, płacząc ze wzruszenia.

Gdy miał szesnaście lat, stanął przed świętym imieniem Tekwadekar, dawnym uczniem Jangliego Maharaja, świętego z Puny zmarłego pod koniec dziewiętnastego wieku. Legenda głosi, że młody przyszły guru wykonał wtedy szczególny gest dłoni zwany „svastika mudra”, którym Jangli Maharaj miał rozpoznać swojego następcę. Młodzieniec przyjął wówczas imię Janglidas, co dosłownie oznacza „sługa Jangliego”.

W wieku szesnastu lat rozpoczął praktykę ascetyczną, która zdumiewała nawet doświadczonych joginów. Przez jedenaście miesięcy przebywał w zamurowanym pokoju, bez jedzenia i picia, w stanie głębokiej medytacji zwanym samadhi. W tym samym pomieszczeniu medytował przed nim inny wielki guru, Swami Muktananda. Stan samadhi, jak opisuje go Mircea Eliade w „Jodze”, to pełne zjednoczenie, w którym widzi się rzeczy same w sobie, zanika odległość między przedmiotem i myślą, a wszystko poznaje się bezpośrednio przez intuicyjny wgląd. W tradycji jogi stan ten bywa określany jako ekstaza medytacyjna lub nadświadomość. W tym stanie wszystko jest jednym, wszystko jest Bogiem.

Po okresie odosobnienia Janglidas wyruszył w pielgrzymkę dookoła Indii. Tysiące ludzi podążało za nim, a wielu wybitnych joginów i jogiń zaczęło praktykować pod jego kierownictwem. Za jego sprawą odbudowywano świątynie i zakładano szkoły, w których obok zwykłych przedmiotów nauczano jogi, medytacji i wartości ogólnoludzkich. W jego siedzibie w wiosce Kokamthan nie było żadnych religijnych symboli, obrazów Sziwy ani Wisznu. To miejsce wyrażało istotę jego nauczania – przekraczało granice poszczególnych wyznań.

Kim jest prawdziwy guru

Słowo „guru” w sanskrycie oznacza dosłownie „od ciemności do światła”. W potocznym rozumieniu często kojarzy się z kimś, kto sprawuje absolutną władzę nad wyznawcami, odbierając im wolność. Prawdziwy guru działa jednak odwrotnie – nie odbiera wolności, lecz wyzwala. Nie jemu samemu bije się pokłony ani przed nim się klęka. Za jego pośrednictwem oddaje się cześć Jaźni, która jest w każdym z nas. W oczach prawdziwego ucznia guru jest kimś przezroczystym, przewodnikiem, który prowadzi do spotkania z Bogiem wewnętrznym, ukrytym w nas samych.

Wielcy guru, których czczą Indie, działają ponad religiami i kastami. Nie stoi za nimi żadna instytucja, jedynie charyzmat własnej mądrości i siła medytacji. Są uznawani za wcielenie żywego Boga, ale ich zadaniem nie jest tworzenie kultu własnej osoby, lecz doprowadzenie ucznia do odkrycia Boskości w nim samym. Janglidas Maharaj nie lubił pełnej ceremonii z obmywaniem nóg. Mówił: „Po co dawać komuś srebro, jeśli można dać złoto? Najważniejsza jest medytacja”.

Spotkanie w Warszawie

Kiedy przyjechał do Polski po raz drugi w 2004 roku, poruszał się lekkim krokiem, jakby był pozbawiony ciężaru ciała. Drobny, przepasany białym płótnem, z długimi rudawymi włosami przypominającymi wizerunki Pana Jezusa i siwiejącą brodą, emanował radością i wesołością. Jego ciemna skóra kontrastowała z błyszczącymi, młodymi oczami, z których biła niewytłumaczalna radość.

Przed rozpoczęciem medytacji zgodził się na krótką rozmowę. Usiadł na rozłożonym na podłodze kocu, w małym pokoju pod biblioteką, pozwalając na fotografowanie i nagrywanie. Postawiono przed nim miseczkę biszkoptów i bananów – duchowy poczęstunek zwany „prasad”, którym uczestnicy spotkania dzielą się jak komunią. Towarzyszyła mu Hinduska, dyrektorka jednej z jego szkół, która tłumaczyła jego słowa na angielski. Później okazało się, że tłumaczka niekiedy zaokrąglała wypowiedzi guru, gdyż znała ich treść z wcześniejszych spotkań. Dzięki nagraniu udało się dotrzeć do oryginalnych słów wypowiedzianych w hindi, bez uproszczeń. Janglidas Maharaj dzielił się wiedzą o nieśmiertelności, która jemu samemu wydawała się oczywista, a którą trudno było przekazać w świeckim języku.

Medytacja jako droga do poznania siebie

Na pytanie o cel medytacji Janglidas Maharaj odpowiedział prosto: jest to ćwiczenie służące poznaniu swojej prawdziwej natury, sposób poznania własnej duszy, własnego życia. Jego technika medytacji była niezwykle prosta – polegała na świadomości oddechu i skupieniu uwagi w sercu. Nie wymagała skomplikowanych rytuałów ani długotrwałych przygotowań. Guru podkreślał, że medytacja to nie abstrakcyjna teoria, lecz bezpośrednie doświadczenie wewnętrzne.

Współczesny człowiek żyje w ciągłym lęku, zwłaszcza przed przemijaniem i śmiercią. Janglidas wyjaśniał, że ten lęk jest w ciele i wynika z obawy przed ciągłymi narodzinami. Dopóki nie zjednoczymy się z wewnętrzną duszą, dopóki nie zaakceptujemy swojego wewnętrznego ja, cierpienie związane z cyklem narodzin będzie trwać. Kiedy jednak zrozumiemy, że dusza jest czymś innym niż ciało, gdy zjednoczmy się z kosmiczną Jaźnią, ten lęk ustanie. Ciało będzie nadal wykonywać swoją pracę, ale dusza będzie wolna.

Ktoś mógłby zapytać, co może zdziałać samotna medytacja, jeśli nadal pozostajemy w tłumie innych ludzi, poddani presji społecznej, obowiązkom i codziennym troskom. Guru odpowiadał na to pytanie w sposób, który może wydawać się zaskakujący: kto jest w tłumie? Tylko ciało, nie dusza. Kiedy zrozumiemy tę fundamentalną różnicę między ciałem a duszą, nasze życie się zmieni. Ciało może przebywać wśród tysięcy ludzi, wykonywać swoją pracę, funkcjonować w społeczeństwie, ale dusza może być jednocześnie zjednoczona z kosmiczną Jaźnią, pozostając w głębokim spokoju.

Kim jest Bóg

Pytanie o naturę Boga należy do najstarszych i najważniejszych pytań ludzkości. Janglidas Maharaj odpowiedział na nie w sposób charakterystyczny dla mistycznej tradycji Wschodu: nie da się tego powiedzieć słowami. Boga trzeba poznać osobiście, a aby Go poznać, trzeba medytować. Posłużył się dwoma pięknymi metaforami, które wyjaśniają, dlaczego wiedza o Bogu nie może być przekazana jedynie intelektualnie.

Kwiat pachnie, ale jak wyjaśnić komuś, czym jest jego aromat? Można opisywać zapach różnymi słowami, porównywać go do innych zapachów, ale jedynym sposobem, by naprawdę poznać woń kwiatu, jest samemu go powąchać. Tak samo jest z Bogiem – konieczny jest osobisty proces poznania. Druga metafora dotyczy masła w mleku. Z mleka powstaje masło, ale jak wytłumaczyć komuś, kto nigdy tego nie widział, gdzie w mleku jest masło? Trzeba nad tym mlekiem popracować, poddać je odpowiednim procesom, aby przybrało postać masła. Podobnie jest z ludzkim ciałem i duszą. Jeśli zastosuje się odpowiednie ćwiczenia wobec własnego ciała, przede wszystkim medytację, ciało staje się tożsame z duszą, a dusza może doświadczyć Boga.

Guru podkreślał, że Pan jest jeden, wszyscy mamy jednego Szefa. Medytacja dostarcza dowodu, że wewnątrz każdego człowieka znajduje się to samo. Posłużył się obrazem strumyków płynących po kamieniach – każdy wydaje swój własny odgłos, każdy zdaje się być czymś odrębnym. Ale kiedy ich wody wpływają do oceanu, przestają hałasować, walka ustaje, osiągają spokój. Ocean przyjmuje wszystkie strumienie bez względu na to, skąd płynęły i jaką drogę pokonały.

Wszystkie ścieżki prowadzą do tego samego światła

Jednym z najważniejszych przesłań Janglidasa Maharaja było przekonanie o jedności wszystkich ścieżek duchowych. Ludzie boją się innych religii, zamykają się przed nimi, a nawet walczą w ich imię. Tymczasem medytacja pokazuje, że wewnątrz każdego człowieka znajduje się to samo. Jeśli chce się wypełnić swój dom spokojem, jedyną drogą jest medytacja, niezależnie od tego, za jakim guru lub nauczycielem będziemy podążać.

Guru przypominał, że prorok Mahomet przekazał ludzkości wiadomość od Boga. Jezus Chrystus również przekazał wiadomość od Boga i żył zgodnie z tym przesłaniem, przedstawiając ludziom swoje własne doświadczenie. Mówił: „Ja jestem drogą”. Każda ze ścieżek duchowych wygląda inaczej, ale którąkolwiek pójdziemy, dojdziemy do głównego skrzyżowania. Przywołał dwa imiona: Jezus i Sziwa. Obydwaj są wyzwoleni, mówił. Dwa imiona, ale jedno dzieło i taka sama moc. Obydwaj dotarli do tego samego światła, a w świetle nie ma żadnej różnicy.

Ta wizja nie była wynikiem intelektualnej spekulacji, lecz bezpośredniego doświadczenia. Janglidas od dzieciństwa doświadczał obecności Bożej w różnych tradycjach religijnych. Medytował przed wizerunkiem Ukrzyżowanego Chrystusa, praktykował pod kierunkiem hinduistycznych mistrzów, ale jego przesłanie wykraczało poza wszystkie granice wyznaniowe. Chodzi o to, mówił, aby ujrzeć Boga wewnątrz siebie, pojąć swoją rzeczywistą istotę i opowiedzieć wszystkim o swoim doświadczeniu.

Życie jako podróż wewnątrz siebie

Ktoś mógłby zapytać o cierpienie, które jest nieuniknionym elementem ludzkiego losu. Nawet gdy wiemy, jak medytować, nadal jesteśmy uwięzieni w ciałach, cierpimy, odczuwamy ból. Janglidas odpowiadał, że ciało jest tylko maszyną. Im więcej czasu spędzimy ze swoją wewnętrzną duszą, tym bardziej udoskonalimy życie swoje i całego świata. Nie warto tracić czasu na dyskusje ani zbyt wiele o tym rozprawiać. Praktyka jestważniejsza od teorii.

Gdy zapytano go o początki, o czas, kiedy był sam i nie było wokół niego ludzi, odpowiedział w sposób, który ujawniał istotę jego rozumienia życia duchowego: nieważne, czy jest się między ludźmi, czy obok. Zawsze podróżuje się wewnątrz siebie. Zewnętrzne okoliczności – samotność lub towarzystwo, bogactwo lub ubóstwo, sława lub anonimowość – nie mają fundamentalnego znaczenia dla życia duchowego. Prawdziwa podróż odbywa się w głębi własnej świadomości.

Pytanie o to, czy guru kiedykolwiek przeżywał wielkie cierpienie, spotkało się z odpowiedzią charakterystyczną dla kogoś, kto w pełni zrealizował nauczanie, które głosił. Jeśli jest się pogrążonym w medytacji, cierpienia nie ma. Trzeba zapomnieć o tym, co dzieje się na zewnątrz i dotrzeć do wnętrza. Gdy zapytano go o dzieciństwo i rodziców, posłużył się metaforą popioły i drewna: czy zapytasz się popiołu, z jakiego drewna pochodzi? Drewno zostało spalone, więc popiół nie może odpowiedzieć.

Przesłanie dla Polski

Podczas wizyty w Polsce Janglidas Maharaj przeżył coś, co wyraził w niezwykły sposób. Zaznał tu wielkiego szczęścia, bo rozpoznał Tego, którego kochał od dzieciństwa. Jego moc, żar i duchową obecność czuł nawet w kamieniach. Ta moc jest wewnątrz każdego z nas, trzeba ją tylko pojąć. Podkreślał, że dla niego nie ma znaczenia, kim jest Szef – najważniejsze jest doświadczenie Boskiej obecności, która przejawia się w różnych formach i tradycjach.

Zakończył swoje przesłanie błogosławieństwem: niech was błogosławią nauka i przesłanie Jezusa. Te słowa hinduistycznego guru, wypowiedziane w Polsce, kraju o silnych chrześcijańskich tradycjach, były doskonałym wyrazem jego ponadwyznaniowej duchowości. Nie przybył, aby nawracać na hinduizm ani przekonywać do porzucenia własnej tradycji. Przybył, aby pokazać, że głębia doświadczenia duchowego jest jedna, niezależnie od nazwy, jaką jej nadajemy.

Spotkanie z Janglidasem Maharajem pozostawiało wrażenie czegoś niepojętego, a jednocześnie głęboko prawdziwego. Ten drobny człowiek o wesołych oczach, boso stąpający po warszawskich podłogach, niósł ze sobą przesłanie proste jak oddech: prawda jest w tobie, musisz tylko ją odkryć. Nie trzeba do tego skomplikowanych ceremonii, długich studiów czy niezwykłych wyrzeczeń. Wystarczy usiąść w ciszy, obserwować swój oddech, skupić uwagę w sercu i pozwolić, aby wewnętrzne światło samo się objawiło. Wszystko inne, cała złożoność religijnych systemów i filozoficznych doktryn, jest tylko drogowskazem do tego, co każdy musi odkryć sam w sobie.

 

Autor
  • Teofil Konieczko

    Ekspert w dziedzinie filozofii indyjskiej oraz doświadczony redaktor. Pełni nadzór redakcyjny nad portalem, dbając o jego merytoryczną jakość i spójność treści. Specjalizuje się w tworzeniu artykułów związanych z duchowością i filozofią, przekładając zawiłe koncepcje na przystępny i angażujący język. Jego teksty stanowią cenny wkład w pogłębianie wiedzy czytelników na temat bogactwa myśli subkontynentu indyjskiego.

    Inne artykuły tego autora