Indyjski mędrzec siedzi w ruinach iluzorycznego świata, wskazując na linę, która w cieniu wygląda jak wąż. Tło to rozpadające się filary symbolizujące Maję. Dominują szafir, bursztyn i czerń.

Świat jako gra, sen i iluzja: filozofia maja u Sri Nisargadatty Maharaja

Jednym z najbardziej radykalnych i kontrowersyjnych aspektów nauczania adwaita wedanty jest koncepcja maja – idei, że świat, który postrzegamy jako solidny, realny i niezaprzeczalny, jest w istocie iluzją. Nie chodzi tu o twierdzenie, że świat nie istnieje w ogóle, ale o stwierdzenie, że nie jest on tym, czym się wydaje. Jego pozorna substancjalność, jego rozdzielność na niezależne obiekty, jego czasowość i przestrzenność – wszystko to jest projekcją świadomości, nie ostateczną rzeczywistością.

Sri Nisargadatta Maharaj nauczał tej prawdy z niezwykłą bezpośredniością i mocą. Nie używał abstrakcyjnych filozoficznych terminów, nie odwoływał się do klasycznych tekstów. Zamiast tego posługiwał się prostymi, codziennymi metaforami – sen, gra w karty, przedstawienie teatralne. Te metafory mogą brzmieć trywialnie, ale zawierają głęboką mądrość dotyczącą natury rzeczywistości i sposobu, w jaki możemy się do niej odnosić bez cierpienia.

Maya w tradycji adwaita wedanty

Aby w pełni zrozumieć nauczanie Maharaja o iluzorycznej naturze świata, warto najpierw poznać klasyczne rozumienie koncepcji maja w tradycji wedanty. Termin „maja” pochodzi z sanskrytu i ma wiele warstw znaczenia. Najczęściej tłumaczony jest jako „iluzja”, ale to może być mylące. Maya nie oznacza, że świat jest halucynacją, że nic nie istnieje, że wszystko jest wymysłem umysłu w solipsystycznym sensie.

Maya jest raczej siłą, która sprawia, że to, co jest jednym i niepodzielnym (Brahman), pojawia się jako wiele i podzielone. Jest to moc, która tworzy pozór dwoistości, gdzie w rzeczywistości jest tylko niedwoistość. Klasyczna analogia porównuje maja do sznura, który w ciemności jest mylnie postrzegany jako wąż. Sznur jest rzeczywisty, wąż jest iluzoryczny – ale iluzja jest wystarczająco mocna, aby wywołać prawdziwy lęk. Podobnie świat jest rzeczywisty jako manifestacja Brahmana, ale iluzoryczny w swojej pozornej oddzielności i wielości.

W tradycyjnej adwaita wedancie, maja działa na dwa sposoby. Po pierwsze, ukrywa prawdziwą naturę rzeczywistości (avarana shakti) – zakrywa fakt, że wszystko jest Brahmanem. Po drugie, projektuje iluzoryczną wielość (vikshepa shakti) – tworzy pozór niezliczonych oddzielnych obiektów, istot, zdarzeń. Te dwie moce razem tworzą doświadczenie świata, którego doświadczamy codziennie.

Kluczowe pytanie brzmi: dla kogo istnieje ta iluzja? Klasyczna odpowiedź brzmi: dla dźiwy, indywidualnej jaźni, która nie rozpoznała jeszcze swojej tożsamości z Brahmanem. Dla tego, kto osiągnął samorealizację, maja nie znika – świat wciąż jest postrzegany – ale jej moc wprowadzania w błąd zostaje neutralizowana. Mędrzec widzi sznur jako sznur, choć inni wciąż widzą węża.

Maharaj i radykalna pedagogika gry

Maharaj rzadko używał sanskryckich terminów czy klasycznych wyjaśnień. Jego język był prosty, bezpośredni, często zaskakujący. Jedną z jego ulubionych metafor była gra – i nie jakaś wzniosła, duchowa gra, ale zwyczajna gra w karty.

Ludzie przychodzili tutaj, a ja mówiłem. Dlaczego mówiłem? Ponieważ musi się jakoś spędzić życie, musi być ono wykorzystane. Nawet jeżeli jest to jedynie zabawa. Coś trzeba robić; to jest gra – trzeba skrócić sobie czas, długość życia. Zwykle nazywa się to przekazywaniem wiedzy, ale to gra; co to za gra? Gra w karty, zabawa. Nazywa się ją wiedzą duchową, ale to jest jak gra w karty.

To stwierdzenie szokuje wielu słuchaczy, szczególnie tych, którzy przybywają z głębokim szacunkiem dla „duchowego nauczania”, z przekonaniem, że uczestniczą w czymś wzniosłym i świętym. Maharaj celowo deflacjonuje tę pompatyczność. Dlaczego? Ponieważ sama powaga, z jaką traktujemy duchowe poszukiwanie, jest częścią problemu. Ego chce zrobić z tego wielki projekt, coś, co potwierdzi jego ważność, coś, czym będzie mogło się pochwalić.

Nazywając swoje nauczanie „grą w karty”, Maharaj wskazuje na fundamentalną prawdę: z perspektywy Absolutu wszystko jest lekkością, spontanicznością, grą bez ostatecznych stawek. Nie ma niczego do osiągnięcia, nikogo, kto mógłby to osiągnąć, żadnego celu w przyszłości. Jest tylko to, co jest – i można to nazwać grą, ponieważ nie ma w tym żadnej egzystencjalnej ciężkości.

Ta metafora ma jednak głębszą warstwę. W grze w karty, uczestnicy dostają karty losowo, grają według zasad, które są arbitralne, i rezultat zależy od kombinacji szczęścia i umiejętności. Nikt nie identyfikuje się śmiertelnie z wynikiem gry – możesz wygrać lub przegrać, ale to nie definiuje tego, kim jesteś. Po skończonej grze, rozdajesz karty na nowo i zaczynasz od początku.

Podobnie w życiu, dostajesz określone „karty” – ciało, rodzinę, okoliczności historyczne, uwarunkowania psychologiczne. Grasz według zasad społecznych, kulturowych, fizycznych. Wygrywasz niektóre rozdania, przegrywasz inne. Ale jeśli traktujesz to jako grę, a nie jako śmiertelnie poważną walkę o przetrwanie, cała dynamika się zmienia. Możesz grać z pełnym zaangażowaniem, ale bez desperackiego przywiązania do rezultatu.

Sen jako fundamentalna metafora

Drugą kluczową metaforą, którą Maharaj niestrudzenie wykorzystywał, był sen. Ta analogia ma długą historię w tekstach wedanty – Upaniszady często porównują życie na jawie do snu. Ale Maharaj używał tej metafory z szczególną mocą i bezpośredniością.

„To wszystko dzieje się we śnie; on odpowiada ci we śnie. Ty przychodzisz tu we śnie”, mówił Maharaj do swoich słuchaczy. „Co sensownego można odpowiedzieć we śnie? I jak właściwie zrozumiesz to wszystko we śnie? W chwili, gdy sen odchodzi, odchodzi wszystko inne”.

Zauważ radykalność tego stwierdzenia. Maharaj nie mówi, że życie jest „jak” sen – mówi, że dzieje się „we” śnie. Nie jest to tylko poetycka analogia czy filozoficzna spekulacja. Jest to wskazanie na bezpośrednie doświadczenie, które możesz zweryfikować sam.

Rozważmy nocny sen. Gdy śnisz, wszystko wydaje się całkowicie realne. Masz ciało (ciało senne), znajdujesz się w określonym miejscu, wchodzisz w relacje z innymi postaciami, doświadczasz emocji, rozwiązujesz problemy. Podczas samego snu nie wątpisz w realność tego doświadczenia. Dopiero gdy się budzisz, natychmiast rozpoznajesz: „To był tylko sen. Nic z tego nie było prawdziwe.”

Maharaj wskazuje, że relacja między stanem snu a stanem jawy jest analogiczna do relacji między stanem jawy a stanem przebudzenia (realizacji). Z perspektywy przebudzonej świadomości całe życie na jawie – ze wszystkimi jego dramatami, osiągnięciami, problemami – jest snem w świadomości. Nie jest to sen pojedynczego ego (co byłoby solipsyzmem), ale sen uniwersalnej świadomości, która manifestuje nieskończoną różnorodność form.

Kluczowe pytanie brzmi: kto śni ten sen? Odpowiedź: świadomość „Ja Jestem”. To pierwotne poczucie istnienia, które pojawia się spontanicznie, jest śniącym. A wszystko, co następuje – cały świat z jego obiektami, ciałami, umysłami, historiami – jest treścią tego snu.

Brak sprawcy: koniec indywidualnej woli

Jedną z najbardziej trudnych do zaakceptowania konsekwencji filozofii maja jest całkowite podważenie idei indywidualnego sprawstwa. Zachodnia kultura głęboko inwestuje w przekonanie, że jesteśmy oddzielnymi jednostkami, które podejmują wolne decyzje i są odpowiedzialne za swoje czyny. Cała struktura moralna, prawna i społeczna opiera się na tym założeniu. Maharaj radykalnie je kwestionuje.

„Nie ma żadnego sprawcy; nikt nie jest tożsamy z tym, co robi. W polu świadomości wszystko po prostu się dzieje”, nauczał konsekwentnie. To stwierdzenie nie jest fatalistyczne ani nihilistyczne. Nie mówi, że jesteś bezsilny, że nie możesz wpływać na swoje życie, że wszystko jest z góry określone przez los czy karmę. Wskazuje raczej na coś subtelniejszego: idea oddzielnego „ja”, które niezależnie podejmuje decyzje, jest iluzją. Nie ma takiej encji.

Rozważmy dokładnie proces podejmowania decyzji. Myślisz, że „ty” podejmujesz decyzję – ale czy faktycznie tak jest? Pojawiają się różne myśli, impulsy, rozważania. Następuje proces ważenia opcji. W końcu dzieje się określone działanie. Ale gdzie w tym wszystkim był ten oddzielny „ty”, który decydował? Im uważniej patrzysz, tym mniej go znajdujesz.

„Wyjaśniając to bardzo prosto, powiem tak: siła życiowa porusza się; poruszanie się leży w jej naturze”, mówił Maharaj, wprowadzając koncepcję siły życiowej (prana) jako tego, co faktycznie działa, a nie ego czy indywidualne „ja”. To nie jest abstrakcyjna filozofia – jest to obserwowalna prawda. Ciało porusza się, umysł myśli, słowa wypływają – wszystko to dzieje się spontanicznie, napędzane siłą życiową. Idea „ja robię to” jest post-factum racjonalizacją, nie faktycznym opisem procesu.

Implikacje są głębokie. Jeśli nie ma sprawcy, nie ma też winy, żalu, dumy z osiągnięć. Wszystko to są emocje oparte na fałszywym przekonaniu, że „ja” jestem autorem działań. Gdy to przekonanie zostaje przejrzane, pozostaje spontaniczne działanie bez wewnętrznego konfliktu, bez ciężaru egoicznej identyfikacji.

Życie jako przedstawienie: wszyscy odgrywają role

Maharaj często używał także metafory teatru czy przedstawienia. Ta analogia jest szczególnie trafna, ponieważ uchwytuje zarówno aspekt iluzji, jak i aspekt uczestnictwa.

„Wszyscy odgrywają swoje role. Czasami jestem tym, innym razem jestem tamtym. A czy cokolwiek z tego jest prawdziwe? Nic!”, mówił Maharaj. W teatrze aktor gra różne role. Jednego wieczoru jest królem, następnego żebrakiem. Ale wie, że nie jest ani królem, ani żebrakiem – jest aktorem, który przywdział kostium i odgrywa rolę. Gdy przedstawienie się kończy, zdejmuje kostium i wraca do swojej prawdziwej tożsamości.

Podobnie w życiu, przywdziewasz różne „kostiumy” – tożsamości społeczne, role zawodowe, relacyjne. Jesteś rodzicem, pracownikiem, obywatelem, przyjacielem. Ale żadna z tych ról nie jest tym, kim naprawdę jesteś. Są to maski, persony (łacińskie słowo oznaczające zarówno maskę teatralną, jak i osobę), które zakładasz i zdejmujesz.

Problem powstaje, gdy zapomnisz, że grasz rolę i zaczniesz się z nią identyfikować. Aktor, który naprawdę uwierzy, że jest Hamletem, będzie cierpiał wraz z cierpieniami Hamleta. Ale aktor, który pamięta, że gra rolę, może w pełni zaangażować się w przedstawienie bez tracenia dystansu.

Kiedy chodzi pan do galerii, kin i teatrów, co pan widzi? Czy widzi pan gdzieś pierwotną jaźń? Granie, granie, granie. I ciągnie się to w nieskończoność.

Maharaj wskazuje, że całe życie społeczne jest takim przedstawieniem. Ludzie identyfikują się ze swoimi rolami tak głęboko, że całkowicie zapominają o swojej prawdziwej naturze. Spędzają życie doskonaląc swoje przedstawienie, zbierając pochwały publiczności, martwiąc się o recenzje – zapominając, że gdy zasłona opadnie, wszystkie role się skończą i pozostanie tylko to, co było przed przedstawieniem i co będzie po nim.

Spontaniczność poza przymusem

Jeśli wszystko jest iluzją, jeśli nie ma sprawcy, jeśli życie jest tylko snem – czy to nie prowadzi do bierności, do rezygnacji z działania? To częste nieporozumienie dotyczące nauczania o maja. Maharaj wyjaśniał, że prawda jest dokładnie odwrotna.

„Nie wolno stać bezczynnie; niech się rusza do pracy. Czy to będzie praca na rzecz biednych, społeczeństwa czy postępu, cokolwiek by się nie robiło, niech się utrzymuje na tym poziomie wiedzy, na poziomie rzeczywistej świadomości”, instruował swoich słuchaczy.

Rozpoznanie iluzorycznej natury świata nie oznacza wycofania się ze świata. Oznacza działanie w świecie z pozycji klarowności, nie zamieszania. Gdy wiesz, że świat jest snem, nie przestajesz działać – działasz ze spontanicznością, bez wewnętrznego przymusu, bez desperackiego przywiązania do rezultatów.

Dzieje się to automatycznie, spontanicznie. Tak jak to, że się pan budzi i że idzie pan spać, podobnie dzieje się i to.

Maharaj wielokrotnie podkreślał tę spontaniczność. Działanie nie wymaga indywidualnego sprawcy. Faktycznie, najefektywniejsze działanie dzieje się, gdy nie ma poczucia „ja robię to”. Jest tylko czyste działanie, odpowiedź na sytuację, bez warstwy egoicznej identyfikacji.

Sportowcy czasami doświadczają tego stanu, który nazywają „być w strefie” – momentów, gdy działanie płynie bez wysiłku, bez myślenia, z doskonałą precyzją. To nie jest „oni” działają – działanie po prostu się dzieje przez nich. Maharaj wskazuje, że ten stan może stać się nie wyjątkiem, ale normą – gdy iluzja oddzielnego sprawcy zostaje trwale przejrzana.

Maya i świadomość: źródło wszystkich pragnień

Maharaj szedł dalej niż większość nauczycieli adwaity w swojej analizie maja. Wskazywał, że nie tylko świat jest iluzoryczny, ale sama świadomość – zwykle traktowana jako ostateczna rzeczywistość – jest źródłem problemu.

„Sama świadomość jest źródłem wszelkiego nieszczęścia, ponieważ kiedy już zacznie się mieć świadomość, to będzie ona ziarnem pragnienia wszystkiego – posiadania coraz liczniejszych pragnień, jest to zdradzieckie ziarno nieszczęścia znajdujące się w samej świadomości”, nauczał Maharaj.

To niezwykle radykalne stwierdzenie. Świadomość – ta najbardziej ceniona ludzka właściwość, to, co odróżnia nas od nieożywionej materii – jest „ziarnem nieszczęścia”? Maharaj wyjaśnia: wraz ze świadomością pojawia się dualność. Jest „ja” i „nie-ja”. Jest podmiot i obiekt. I natychmiast z tą dualnością przychodzi pragnienie – pragnienie zdobycia tego, czego nie mam, pragnienie uniknięcia tego, czego nie chcę, pragnienie zachowania tego, co mam.

Świadomość tworzy podstawowy podział, który jest korzeniem wszystkich innych problemów. Zanim pojawi się świadomość, jest tylko niedwoista pełnia, Absolut, Parabrahman. Nic nie brakuje, nic nie jest w nadmiarze, nie ma żadnego ruchu ku czemukolwiek, ponieważ nie ma niczego innego. To jest stan doskonałego spokoju.

Ale gdy pojawia się świadomość – pierwotne „Ja Jestem” – natychmiast zaczyna się cały kosmiczny dramat. Pojawia się świat, pojawiają się istoty, pojawia się czas i przestrzeń, pojawia się całe cierpienie wynikające z poczucia oddzielenia.

„Pojęcie 'jestem’ jest pierwotną mają. A maja, to pierwotne pojęcie 'jestem’, wymaga wsparcia i dlatego zrodzeni zostali Bóg i Iśwara. Wraz z nim pojawiła się cała manifestacja, cały ten wszechświat”, wyjaśniał Maharaj.

Maharaj identyfikuje samo poczucie „Ja Jestem” jako pierwotną iluzję (maja). To nie oznacza, że powinniśmy próbować jej się pozbyć – nie możemy, dopóki żyjemy. Ale możemy rozpoznać jej iluzoryczną naturę i nie identyfikować się z nią jako z naszą ostateczną rzeczywistością.

Praktyczne życie z rozpoznaniem iluzji

Jak żyć z tym rozpoznaniem? Jak funkcjonować w świecie, wiedząc, że jest on iluzją? To pytanie często pojawia się u ludzi, którzy intelektualnie rozumieją nauczanie o maja, ale nie wiedzą, jak je zastosować w codziennym życiu.

Maharaj wskazywał, że nie chodzi o ciągłe przypominanie sobie „to jest iluzja, to jest iluzja”. To byłoby tylko kolejną mentalną grą. Chodzi raczej o zmianę fundamentalnej pozycji, z której patrzysz na życie.

Gdy wiesz, że wszystko jest grą, nie przestajesz grać – ale grasz inaczej. Grasz z zaangażowaniem, ale bez desperacji. Grasz z pełną uwagą, ale bez dramatyzowania. Grasz, wiedząc, że gdy gra się skończy, nic wartościowego nie zostanie utracone.

Gdy wiesz, że wszystko jest snem, nie próbujesz przestać śnić (co byłoby niemożliwe dopóki żyjesz) – ale zmieniasz swoją relację do treści snu. Nie traktujesz koszmarów jako realnych zagrożeń. Nie chwytasz się rozpaczliwie przyjemnych snów, wiedząc, że przemijają. Pozostajesz jako świadek, nie jako uczestnik stracony w iluzji.

Gdy wiesz, że nie ma sprawcy, nie przestajesz działać – ale działanie staje się prostsze, bardziej bezpośrednie. Nie ma już wewnętrznego dialogu „czy powinienem to zrobić?”, „co inni pomyślą?”, „czy mi się uda?”. Jest tylko sytuacja i odpowiedź na sytuację, bez warstwy ego, które się martw i kalkuluje.

Przekroczenie samej maja: Absolut poza iluzją

Ostatecznym celem nie jest jednak tylko rozpoznanie, że świat jest iluzją. To wciąż jest perspektywa dualistyczna – jest „prawdziwa rzeczywistość” i „iluzja”. Maharaj wskazywał na coś głębszego: na Absolut, który transcenduje nawet to rozróżnienie.

„Rzeczywiście ten stan Absolutu należy teraz do mnie – stan, gdzie nie ma ani Bycia, ani nie-Bycia. Nie mam absolutnie nic wspólnego z tym, czym to ciało jest dzisiaj”, mówił Maharaj o swoim własnym doświadczeniu.

Absolut (Parabrahman) nie jest po prostu „rzeczywistością za iluzją”. Jest poza samym rozróżnieniem między rzeczywistością a iluzją. Nie możesz go nazwać istniejącym, ponieważ istnienie implikuje przeciwieństwo (nieistnienie). Nie możesz go nazwać nieistniejącym, ponieważ jest fundamentem wszystkiego, co się pojawia. Jest poza wszelkimi pojęciami, poza wszelkim doświadczeniem, poza wszelkim nazywaniem.

To jest ostateczna wolność – nie wolność w obrębie snu, ale wolność od samego śnienia. Nie wolność działania w grze według lepszych zasad, ale wolność od identyfikacji z graczem. Nie wolność od cierpienia w świecie, ale wolność od samego świata jako ostatecznej rzeczywistości.

Wyzwanie dla współczesnego materializmu

Nauczanie Maharaja o iluzorycznej naturze świata stoi w radykalnej opozycji do dominującego współczesnego światopoglądu – naukowego materializmu. Według tej perspektywy, materia jest fundamentalna, świadomość jest produktem ubocznym procesów mózgowych, a duchowość jest w najlepszym razie pocieszającą iluzją, w najgorszym szkodliwym złudzeniem.

Maharaj odwraca tę perspektywę całkowicie. Świadomość jest pierwotna, materia jest projekcją w świadomości. Mózg nie produkuje świadomości – świadomość manifestuje mózg jako jeden z niezliczonych obiektów w polu doświadczenia.

Ta perspektywa nie jest „antynaukowa” w sensie zaprzeczania empirycznym odkryciom. Nauka skutecznie opisuje relacje między zjawiskami w świecie manifestacji. Ale mylnie przyjmuje, że ten świat manifestacji jest całością rzeczywistości. To tak, jakby analizować mechanikę snu, badać fizyczne prawa rządzące obiektami w śnie, mapować topologię krajobrazu sennego – wszystko to może być spójne i użyteczne w obrębie snu, ale mija się z fundamentalnym faktem: że to wszystko jest snem w świadomości śniącego.

Współczesny człowiek desperacko potrzebuje tego przesunięcia perspektywy. Uwięziony w materializacji, traktuje świat jako absolutnie realny i dlatego żyje w chronicznym lęku i pragnieniu. Lęku przed utratą tego, co ma. Pragnienia zdobycia tego, czego nie ma. Całe życie staje się gorączkowym pościgiem w świecie, który – choć wydaje się tak solidny i rzeczywisty – jest w istocie snem w bezczasowej świadomości.

Rozpoznanie tego nie jest ucieczką od rzeczywistości. Jest przebudzeniem do rzeczywistości.


Źródło:
Materiał powstał na podstawie fragmentów z książki: Powell, Robert. Najlepsze lekarstwo, zawierającej wybrane rozmowy ze Sri Nisargadattą Maharajem z lipca 1980 roku. Wszystkie cytaty pochodzą z tego źródła i zostały osadzone w kontekście klasycznej filozofii adwaita wedanty oraz współczesnych implikacji nauczania o maja (iluzji).

Autor
  • Teofil Konieczko

    Ekspert w dziedzinie filozofii indyjskiej oraz doświadczony redaktor. Pełni nadzór redakcyjny nad portalem, dbając o jego merytoryczną jakość i spójność treści. Specjalizuje się w tworzeniu artykułów związanych z duchowością i filozofią, przekładając zawiłe koncepcje na przystępny i angażujący język. Jego teksty stanowią cenny wkład w pogłębianie wiedzy czytelników na temat bogactwa myśli subkontynentu indyjskiego.

    Inne artykuły tego autora