Spokojna scena z medytującym mężczyzną w pozycji lotosu, uosabiającym Nauczyciela. Zakończona droga łączy się z jeziorem świadomości

Początek i koniec drogi: klucz do samopoznania i zasada Ja Jestem

W centrum nauczania Sri Nisargadatty Maharaja znajduje się paradoks, który dezorientuje intelekt, ale oświeca intuicję: droga do prawdy nie ma żadnych kroków, a jednak wymaga całkowitej transformacji. Nie ma niczego do osiągnięcia, a jednak większość ludzi żyje w kompletnej ignorancji swojej prawdziwej natury. Jesteś już tym, czym zawsze byłeś, a jednak to rozpoznanie zmienia wszystko. Ta pozorna sprzeczność nie jest wynikiem filozoficznej niechlujności – jest precyzyjnym wskazaniem na rzeczywistość, która wykracza poza logikę dualistycznego myślenia.

Kluczem do zrozumienia tego paradoksu jest zasada, którą Maharaj niestrudzenie wskazywał swoim rozmówcom: świadomość „Ja Jestem”. To proste stwierdzenie – jestem – jest jednocześnie punktem wyjścia i ostatecznym celem, początkiem iluzji i bramą do wolności. Zrozumienie tej zasady w jej pełnej głębi to zrozumienie całości nauczania Maharaja.

Spontaniczna wiedza o istnieniu

Maharaj często zaczynał od prostego pytania: czy potrzebowałeś jakiegokolwiek wysiłku, aby wiedzieć, że jesteś? Czy musiałeś się uczyć, jak być świadomym? Odpowiedź jest oczywista – świadomość istnienia pojawia się spontanicznie, bez żadnego działania z twojej strony. Budzisz się rano i natychmiast wiesz, że jesteś. Nie zastanawiasz się nad tym, nie wnioskujesz o tym logicznie, nie odkrywasz tego poprzez obserwację. Po prostu wiesz, że jesteś.

Poznaje pan świat spontanicznie, bez żadnego wysiłku. A może wkłada pan wysiłek w dowiedzenie się tego, że świat jest? Wiedza o jaźni jest również czymś takim.

Ta spontaniczność jest kluczowa. Pokazuje, że prawdziwa natura nie jest czymś odległym, czego trzeba poszukiwać za pomocą skomplikowanych technik czy długich praktyk. Jest czymś najbliższym, najbardziej intymnym, bardziej fundamentalnym niż jakiekolwiek doświadczenie. Jest to coś, co już masz, co już jesteś. Problem polega nie na braku tej wiedzy, ale na nałożonych na nią warstwach fałszywych identyfikacji.

Maharaj systematycznie oddzielał tę pierwotną świadomość „Ja Jestem” od wszystkiego, z czym zwykle jest mylona. Nie jesteś ciałem – ciało przychodzi i odchodzi, zmienia się z każdą chwilą, ostatecznie rozpada się w proch. Świadomość tego, że ciało jest, poprzedza samo ciało. Nie jesteś imieniem – imię zostało ci nadane, przyjąłeś je jak ubranie, ale mogłeś równie dobrze nosić inne imię. Nie jesteś twoją historią, twoimi osiągnięciami, twoimi porażkami – wszystko to są treści, które pojawiają się w polu świadomości, ale nie są samą świadomością.

Musi pan wyraźnie zrozumieć również to, że nie jest mężczyzną ani kobietą. Jeśli będzie pan mówił, że jest mężczyzną bądź kobietą, będzie to oznaczało, że próbuje pan zrozumieć siebie jako ciało.

Ten proces dezidentyfikacji może brzmieć abstrakcyjnie, ale ma głęboko praktyczne implikacje. Większość ludzkiego cierpienia wynika z przywiązania do tożsamości, która jest fundamentalnie niepewna. Ciało starzeje się i choruje, role społeczne się zmieniają, osiągnięcia blakną w pamięci. Gdy budujesz swoją tożsamość na tych niestabilnych fundamentach, życie staje się nieustającą walką o utrzymanie fikcji, chronicznym lękiem przed utratą. Rozpoznanie, że nie jesteś żadną z tych form, ale świadomością, która je obserwuje, przynosi fundamentalne uwolnienie.

Medytacja jako poznanie, nie jako technika

Jednym z najczęstszych nieporozumień dotyczących duchowej praktyki jest traktowanie jej jako metody osiągnięcia czegoś w przyszłości. Ludzie podchodzą do medytacji jak do treningu fizycznego – wykonujesz określone ćwiczenia, stopniowo stajesz się lepszy, w końcu osiągasz cel. Maharaj radykalnie odrzucał to podejście.

„Nie ma praktyk pozwalających osiągnąć tę wiedzę. Nie ma żadnej określonej praktyki”, tłumaczył swoim słuchaczom. To stwierdzenie często dezorientowało jego rozmówców, szczególnie tych, którzy przychodzili z bogatym doświadczeniem duchowych poszukiwań, przeczytanymi książkami o jodze i medytacji, wypróbowanymi technikami. Jak można osiągnąć oświecenie bez praktyki? Odpowiedź Maharaja była prosta: nie można osiągnąć tego, czym już się jest. Idea „osiągnięcia” zakłada dystans między tobą teraz a tobą w przyszłości, gdy będziesz „oświecony”. Ale ta cała koncepcja jest błędna – zakłada, że prawdziwa natura jest czymś zewnętrznym, czego nie masz, czego musisz zdobyć.

Maharaj proponował radykalnie inne podejście do medytacji. Nie jest to technika, ale rozpoznanie. Nie robisz czegoś specjalnego – po prostu pozostajesz w świadomości „Ja Jestem”, bez dodawania do niej żadnych kwalifikacji, żadnych identyfikacji.

„Co do medytacji, powinien pan siedzieć i identyfikować się wyłącznie z wiedzą 'Ja Jestem’ oraz utwierdzać się w przekonaniu, że nie jest pan ciałem. Musi zamieszkać pan wyłącznie w wiedzy 'Ja Jestem'”, wyjaśniał Maharaj. To nie jest wizualizacja, nie jest to powtarzanie mantry, nie jest to kontrolowanie oddechu. To jest po prostu bycie tym, czym już się jest, bez fałszywych dodatków. Czy to wymaga wysiłku? W pewnym sensie nie – już jesteś świadomością, nie musisz stawać się nią. W innym sensie tak – trzeba nieustannie rozpoznawać i porzucać fałszywe identyfikacje, które nawykowo narzucają się jako „ja”.

Maharaj używał mocnej metafory: umysł jest jak rzeka słów, która nieustannie płynie. Jeśli nie angażujesz się w ten strumień, jeśli tylko go obserwujesz bez utożsamiania się z nim, wtedy nie jesteś umysłem. Jesteś świadomością, w której pojawia się umysł.

„Jeśli nie miesza się z tym procesem myślowym, z tym strumieniem słów czy strumieniem umysłu, to nie będzie się umysłem. Jeśli przyjmie się postawę obserwowania umysłu, będzie się czymś innym niż umysł”, tłumaczył Maharaj jednemu z poszukiwaczy zmagających się z zakłócającymi myślami podczas medytacji.

Radykalne odrzucenie sprawstwa

Jedna z najbardziej kontrowersyjnych i trudnych do strawienia nauk Maharaja dotyczy kwestii wolnej woli i sprawstwa. Zachodnia kultura głęboko inwestuje w ideę indywidualnego sprawstwa – jesteś tym, co robisz, jesteś odpowiedzialny za swoje wybory, twoje osiągnięcia definiują twoją wartość. Cała struktura społeczna opiera się na chwaleniu ludzi za sukcesy i karaniu za porażki. Maharaj podważał ten fundamentalny aksjomat.

Nie ma żadnego sprawcy; nikt nie jest tożsamy z tym, co robi. W polu świadomości wszystko po prostu się dzieje.

To stwierdzenie może brzmieć jak fatalizm, jak zaprzeczenie jakiejkolwiek możliwości celowego działania. Ale Maharaj nie proponował bierności czy ucieczki od odpowiedzialności. Wskazywał raczej na głębszą prawdę: idea oddzielnego „ja”, które niezależnie podejmuje decyzje i wykonuje działania, jest iluzją. W rzeczywistości wszystkie działania wydarzają się spontanicznie w polu świadomości. Siła życiowa się porusza – poruszanie się leży w jej naturze. Myśli pojawiają się, słowa wypływają, ciało działa. Gdzie w tym wszystkim jest oddzielny „sprawca”?

Wyjaśniając to bardzo prosto, powiem tak: siła życiowa porusza się; poruszanie się leży w jej naturze. I wszystko jedno, jakie słowa się pojawiają, bo znaczeniem tych słów jest umysł.

Gdy badasz dokładnie doświadczenie podejmowania decyzji, faktycznie nie znajdujesz nikogo, kto decyduje. Pojawiają się różne impulsy, rozważania, myśli – a potem działanie się dzieje. Gdzie był ten „ty”, który zdecydował? Im dokładniej szukasz, tym mniej go znajdujesz. To nie jest nihilizm – to precyzyjna obserwacja rzeczywistego mechanizmu działania.

Implikacje tej perspektywy są głębokie. Jeśli nie ma sprawcy, to nie ma też winy, żalu, pychy z osiągnięć. Nie oznacza to, że działania nie mają konsekwencji – oczywiście je mają. Ale cały dramatyczny ładunek emocjonalny związany z identyfikacją jako sprawca rozpływa się. Działanie staje się prostsze, bardziej bezpośrednie, bardziej efektywne – ponieważ nie jest już obciążone ciężarem egoicznego przywiązania.

Jeden z rozmówców Maharaja wyraził frustrację typową dla zachodniego słuchacza. Zauważył, jak trudno będzie tym naukom zakorzenić się w Ameryce, „dlatego, że ludzie mają tam ogromne poczucie sprawstwa i są niewiarygodnie dumni z własnych osiągnięć. Cała struktura społeczna zbudowana jest wokół chwalenia ludzi i oceniania ich w kategoriach ich zewnętrznych osiągnięć”.

Maharaj nie negował tego, że społeczeństwo funkcjonuje w oparciu o takie konwencje. Wskazywał jednak, że konwencja nie jest prawdą. Możesz grać społeczną grę, przyjmować role, funkcjonować w świecie – ale jednocześnie wiedzieć, że to wszystko jest grą, nie ostateczną rzeczywistością.

Wszystko jest grą: radykalna lekkość bytu

Maharaj często używał metafory gry, co niektórych słuchaczy oburzało jako brak powagi. Duchowe nauczanie jako gra? Przekazywanie mądrości jako sposób na zabicie czasu?

„Ludzie przychodzili tutaj, a ja mówiłem. Dlaczego mówiłem? Ponieważ musi się jakoś spędzić życie, musi być ono wykorzystane. Nawet jeżeli jest to jedynie zabawa”, wyjaśniał Maharaj. „Coś trzeba robić; to jest gra – trzeba skrócić sobie czas, długość życia. Zwykle nazywa się to przekazywaniem wiedzy, ale to gra; co to za gra? Gra w karty, zabawa. Nazywa się ją wiedzą duchową, ale to jest jak gra w karty”.

Ta metafora nie wyraża cynizmu ani trywializacji. Przeciwnie – wskazuje na fundamentalną prawdę o naturze rzeczywistości. Gdy rozpoznasz, że wszystkie formy, wszystkie role, wszystkie historie są niczym snem, nie przestajesz w nich uczestniczyć. Ale uczestniczysz z lekkością, z dystansem, bez śmiertelnej powagi, która czyni życie ciężarem.

Maharaj nie zachęcał do nihilizmu ani do porzucenia działania. Wręcz przeciwnie – mówił, że gdy osiągniesz rozpoznanie, powinieneś działać w świecie, ale z pozycji wiedzy, nie ignorancji.

„Nie wolno stać bezczynnie; niech się rusza do pracy. Czy to będzie praca na rzecz biednych, społeczeństwa czy postępu, cokolwiek by się nie robiło, niech się utrzymuje na tym poziomie wiedzy, na poziomie rzeczywistej świadomości”, instruował swoich słuchaczy.

Różnica polega na wewnętrznej pozycji. Działanie ignoranta wynika z przymusu, z lęku, z pragnienia stania się kimś, kogo jeszcze nie jest. Działanie mędrca wynika ze spontaniczności, z bezpośredniej odpowiedzi na sytuację, bez wewnętrznego konfliktu. Zewnętrznie mogą wyglądać tak samo, ale wewnętrznie są fundamentalnie różne.

Poza świadomością: ostateczna wolność

Jednym z najbardziej radykalnych aspektów nauczania Maharaja było jego konsekwentne wskazywanie poza samą świadomość. Dla większości duchowych tradycji świadomość jest ostatecznym celem – stać się w pełni świadomym, rozszerzyć świadomość, osiągnąć kosmiczną świadomość. Maharaj szedł dalej.

„Przede wszystkim mamy trzymać się świadomości; to jest pierwszy krok. Ja nie jestem także tą świadomością”, mówił swoim słuchaczom. To stwierdzenie często szokuje. Jeśli nie jesteś ciałem, nie jesteś umysłem, a nawet nie jesteś świadomością – to czym jesteś? Maharaj nazywał to Absolutem, Parabrahmanem, stanem, gdzie nie ma ani bycia, ani niebycia. To nie jest nicość w nihilistycznym sensie – jest to pełnia poza wszelkim pojęciowym rozróżnieniem.

Ten „pierwszy krok” – trzymanie się świadomości „Ja Jestem” – jest jedynym, ale tymczasowym krokiem. Jest on konieczny, ponieważ większość ludzi nawet nie rozpoznaje swojej prawdziwej natury jako świadomości, mylnie identyfikując się z ciałem i umysłem. Dopiero gdy to podstawowe rozpoznanie się ustabilizuje, możliwe staje się kolejne, głębsze wgląd: że nawet sama świadomość nie jest ostateczną rzeczywistością. Jest to rozróżnienie między Brahmanem (świadomością) a Parabrahmanem (Absolutem poza świadomością).

Dla praktycznych celów, Maharaj radził trzymać się świadomości „ja jestem”. To jest punkt wyjścia, baza, fundament praktyki. Ale ostateczna wolność leży jeszcze głębiej – w rozpoznaniu tego, co jest nawet przed świadomością, co pozwala samej świadomości się pojawić.

Maharaj wyjaśniał, że sama świadomość jest źródłem wszystkich problemów. Brzmi to paradoksalnie, ponieważ zwykle cenimy świadomość jako najwyższą wartość. Ale gdy dokładnie przeanalizujemy, odkrywamy, że wraz ze świadomością pojawia się dualność – jest „ja” i „nie-ja”, jest pragnienie i lęk, jest całe cierpienie wynikające z poczucia oddzielenia.

„Sama świadomość jest źródłem wszelkiego nieszczęścia, ponieważ kiedy już zacznie się mieć świadomość, to będzie ona ziarnem pragnienia wszystkiego – posiadania coraz liczniejszych pragnień, jest to zdradzieckie ziarno nieszczęścia znajdujące się w samej świadomości”, tłumaczył Maharaj.

To nie oznacza, że powinniśmy dążyć do nieświadomości w sensie śpiączki czy śmierci. Maharaj wskazywał na coś subtelniejszego – stan, który jest podstawą zarówno świadomości, jak i nieświadomości, który sam nie jest dotknięty żadnym z tych stanów. To jest prawdziwe „ty” – nie świadomość, ale to, dzięki czemu świadomość może się pojawić.

Czas i bezczasowość: rozwiązanie problemu stawania się

Jednym z głównych źródeł ludzkiego cierpienia jest uwięzienie w czasie – nieustanne porównywanie teraźniejszości z przeszłością i przyszłością, projektowanie „lepszego ja” w przyszłości, żal za „lepszą wersją” z przeszłości. Duchowe poszukiwanie często przyjmuje tę samą strukturę czasową – teraz jestem ignorantem, ale będę oświecony w przyszłości, jeśli tylko wystarczająco długo będę praktykował.

Maharaj burzy całą tę strukturę jednym prostym stwierdzeniem: „Ja nie akceptuję dróg. Ty znajdujesz się w samym celu. To jest moja nauka”. Nie ma drogi, ponieważ nie ma dystansu do przebycia. Nie ma procesu stawania się, ponieważ już jesteś. Idea duchowej drogi zakłada, że prawda jest gdzie indziej, w przyszłości, po wykonaniu odpowiednich kroków. Ale prawda jest tutaj i teraz, jest tym, czym już jesteś. Problem nie polega na dotarciu tam – polega na rozpoznaniu, że nigdy nie byłeś gdzie indziej.

„Jest taki dwuwiersz, który oznajmia, że prawdziwy mędrzec w jednej chwili przemienia każdego zwolennika w samego siebie, w swoją prawdziwą Jaźń. Dźńanin – a jest on w najwyższym stadium – tkwi w celu, na przystanku końcowym. On już znajduje się w swoim celu. A ponieważ mocno w nim tkwi, nie ma dla niego żadnego ruchu”, wyjaśniał Maharaj.

To nie jest tylko abstrakcyjna filozofia – ma głębokie praktyczne konsekwencje. Gdy porzucasz ideę duchowej drogi, gdy przestajesz czekać na przyszłe oświecenie, nagle obecna chwila staje się żywa. Nie musisz być kimś innym, nie musisz osiągnąć czegoś więcej, nie musisz się doskonalić. Możesz po prostu być, bez dodawania czy odejmowania czegokolwiek.

Oczywiście, rozpoznanie to nie zawsze jest natychmiastowe. Maharaj mówił o „dojrzewaniu” tego zrozumienia: „Jeśli się w tym znajdzie, jeśli będzie tylko tym, to w odpowiednim czasie dojrzeje. Odsłoni całą wiedzę. I nie będzie się musiało do nikogo chodzić”.

Ale to dojrzewanie nie jest procesem stawania się kimś innym. Jest to raczej stopniowe rozpoznawanie tego, co już jest – jak gdy oczy przyzwyczajają się do ciemności i zaczynają widzieć to, co było obecne przez cały czas.

Przekonanie bez wysiłku: paradoks praktyki

Jeden z najczęstszych konfliktów w duchowym poszukiwaniu dotyczy kwestii wysiłku. Z jednej strony mówi się, że musisz praktykować, medytować, być dyscyplinowany. Z drugiej strony mówi się, że prawda jest bez wysiłku, spontaniczna, naturalna. Maharaj rozwiązuje ten paradoks z charakterystyczną dla siebie precyzją.

Gdy rozmówca pytał, czy trzymanie się zasady „Ja Jestem” wymaga wysiłku, Maharaj odpowiadał: „Ale to się wie, skąd więc to pytanie o większy wysiłek? Jest się tym, bez żadnego wysiłku. Trzeba jedynie trwać przy tym z przekonaniem”.

Kluczowe słowo to „przekonanie”. Nie chodzi o fizyczny wysiłek, nie chodzi o mentalne napięcie, nie chodzi o forsowanie się do bycia kimś, kim się nie jest. Chodzi o rozwinięcie niewzruszonego przekonania o tym, czym już się jest. To przekonanie rozwija się nie przez powtarzanie afirmacji, ale przez bezpośrednie badanie doświadczenia.

„Nie ma potrzeby, aby próbować oddzielić się od poczucia ciała. Kiedy raz uchwyci się tego, że jest się wyłącznie mieszkającą w środku zasadą, a nie ciałem – to wystarczy. Gdy rozwinie się to niewzruszone przekonanie, nie będzie już kwestii próby oddzielenia się od tożsamości cielesnej”, wyjaśniał Maharaj.

To jest subtelny punkt. Nie możesz zmusić się do nieidentyfikowania się z ciałem – to byłoby tylko kolejną formą przymusu, kolejnym napięciem. Ale gdy głęboko rozpoznasz, że nie jesteś ciałem, że jesteś świadomością, w której ciało się pojawia, wtedy identyfikacja naturalnie odpada. Nie przez wysiłek eliminacji, ale przez wysiłek rozpoznania.

Maharaj często podawał prosty przykład: „Pana H. już nie ma. Teraz wiem, że go nie ma. I podobnie musi się mieć przekonanie, że 'nie jest się ciałem’. Musi się być przekonanym o tym, że nie jest się ciałem-umysłem, ale wyłącznie wiedzą 'Ja Jestem’. Jeśli to chwyci, to chwyci w jednej chwili”.

Tak jak wiesz bez wątpliwości, że twój przyjaciel zmarł, tak możesz wiedzieć bez wątpliwości, że nie jesteś ciałem. To nie jest intelektualna koncepcja – jest to żywa, niewzruszona pewność.

Rzadkość autentycznego poszukiwania

Mimo że Maharaj przyjmował każdego, kto przyszedł, nie miał iluzji co do tego, jak niewielu ludzi naprawdę szuka prawdy. Większość przychodzi z innymi motywacjami – dla fizycznego uzdrowienia, dla emocjonalnego wsparcia, dla intelektualnej stymulacji, dla społecznej afiliacji. Autentyczne pragnienie samorealizacji jest niezwykle rzadkie.

„Tu, w Indiach, mówi się, że jeden na tysiąc pragnie poznać siebie, a jeden na milion naprawdę siebie zna”, zauważał Maharaj. To nie jest elitaryzm ani przekonanie o własnej wyższości. Jest to po prostu realistyczna obserwacja. Większość ludzi jest zbyt zajęta pościgiem za różnymi celami – karierą, rodziną, przyjemnościami, bezpieczeństwem – aby zatrzymać się i zapytać o fundamenty. A nawet ci, którzy zaczynają duchowe poszukiwanie, często traktują je jako kolejny projekt egoiczny, kolejny sposób na stanie się „kimś lepszym”.

Maharaj miał głęboki szacunek dla tych nielicznych, którzy autentycznie poszukują:

Ludzie, którzy pragną tylko wiedzy… Naprawdę kocham takich ludzi, bardziej niż moich krewnych. Ludzie, którzy cenią samowiedzę są mi bliżsi niż własne dzieci.

To nie jest sentymentalna przywiązanie – jest to rozpoznanie wspólnego pragnienia prawdy, które transcenduje wszystkie powierzchowne relacje. Dla Maharaja, więź oparta na wspólnym poszukiwaniu prawdy była głębsza niż więzi krwi, ponieważ wskazywała na coś rzeczywistego, nie iluzorycznego.

Instrukcja bez instrukcji: pedagogika obecności

Jeden z paradoksów nauczania Maharaja polegał na tym, że często mówił ludziom, że nie mają powodu przychodzić, że nic od niego nie otrzymają, że już są doskonali.

Nie ma potrzeby przychodzić tu po błogosławieństwo. Nie otrzymacie żadnego błogosławieństwa. Nie nastąpi w was żadna zmiana. Nie otrzymacie żadnej instrukcji. Byliście doskonali jeszcze zanim tu przyszliście. I będziecie wracali absolutnie doskonali, bez skazy.

To może brzmieć jak odrzucenie, ale było dokładnie odwrotnie. Maharaj wskazywał na prawdę, która jest trudna do zaakceptowania dla ego poszukującego: nie ma niczego do zdobycia, nikogo, kto mógłby to zdobyć, żadnej drogi do przebycia. Wszystko, czego szukasz, już jest obecne. Problem polega tylko na tym, że tego nie rozpoznajesz.

Ta pedagogika była radykalnie anty-hierarchiczna. Maharaj nie stawiał się ponad swoimi słuchaczami. Nie twierdził, że ma coś, czego im brakuje. Wskazywał, że to, co wydaje się być jego „realizacją”, jest w rzeczywistości prawdą o każdym – po prostu on ją rozpoznał, a oni jeszcze nie.

To, co on nam mówi, wynika z jego intuicyjnego doświadczenia. Wie to, co mówi, jest prawdą. Lecz mówi nam jednocześnie, że to, co mówi o sobie, dotyczy każdego z nas.

Nauczanie Maharaja było więc nie przekazywaniem czegoś, co ma, ale wskazywaniem na to, co każdy już jest. Nie dawał niczego – odsłaniał to, co było zasłonięte. Jego obecność działała jak lustro, w którym można było zobaczyć własną prawdziwą naturę.

Końcowe refleksje: prostota radykalnej prawdy

Nauczanie Maharaja o zasadzie „ja jestem” może wydawać się proste – wręcz naiwnie proste. Po całych tysiącach lat filozofii, po niezliczonych tekstach duchowych, po złożonych systemach praktyk i teorii, ktoś przychodzi i mówi: po prostu bądź świadomy, że jesteś, i trzymaj się tego. Czy to może wystarczyć?

Prostota jednak nie oznacza łatwości. Faktycznie, w pewnym sensie to podejście jest najtrudniejsze, ponieważ nie oferuje żadnej ucieczki, żadnego miejsca na ukrycie się za technikami, koncepcjami, stopniowością. Wymaga bezpośredniej konfrontacji z prawdą o tym, kim jesteś, bez żadnych pośredników.

Maharaj konsekwentnie odrzucał wszystko, co stałoby między tobą a bezpośrednim rozpoznaniem. Nie potrzebuje guru w sensie kogoś, kto będzie cię prowadził krok po kroku. Nie potrzebuje skryptur, chociaż mogą być pomocne. Nie potrzebuje rytuałów, postów, pielgrzymek. Potrzebujesz tylko absolutnej szczerości wobec siebie, gotowości do spojrzenia na prawdę bez mrugania okiem, bez uciekania w pocieszające iluzje.

To jest prawdziwa siła i trudność tego nauczania. Nie możesz się za nim schować. Nie możesz powiedzieć „najpierw muszę oczyścić umysł” lub „najpierw muszę rozwinąć koncentrację” lub „nie jestem jeszcze gotowy”. Prawda jest dostępna teraz, w tej chwili, takiemu, jakim jesteś. Pytanie brzmi tylko: czy jesteś gotowy ją rozpoznać?


Źródło:
Materiał powstał na podstawie fragmentów z książki: Powell, Robert. Najlepsze lekarstwo, zawierającej wybrane rozmowy ze Sri Nisargadattą Maharajem z lipca 1980 roku. Wszystkie cytaty pochodzą z tego źródła i zostały osadzone w szerszym kontekście filozoficznym tradycji adwaita wedanty.

Autor
  • Teofil Konieczko

    Ekspert w dziedzinie filozofii indyjskiej oraz doświadczony redaktor. Pełni nadzór redakcyjny nad portalem, dbając o jego merytoryczną jakość i spójność treści. Specjalizuje się w tworzeniu artykułów związanych z duchowością i filozofią, przekładając zawiłe koncepcje na przystępny i angażujący język. Jego teksty stanowią cenny wkład w pogłębianie wiedzy czytelników na temat bogactwa myśli subkontynentu indyjskiego.

    Inne artykuły tego autora