Duchowy mistrz z Indii pali beedi podczas nauczania. W małym, skromnym pokoju siedzą wokół niego uczniowie w pomarańczowych szatach i zachodni poszukiwacz prawdy. Wizualizacja nauk indyjskiego mędrca niedualności (Advaita Vedanta)

Wielki Kosmiczny Żart (Nisargadatta Maharaj)

Jego nauki, jak wulkan kipiący energią, były groźne dla niektórych, nieprzyjemne dla innych, lecz fascynujące dla nielicznych, którzy szukali prawdziwego duchowego przełomu. Szczególnie pociągały one tych, którzy przemierzyli wzdłuż i wszerz krainę joginów w poszukiwaniu spełnienia, nie znajdując go ostatecznie i obciążając się ciężarem rozczarowania.

Nisargadatta Maharaj – bo o nim mowa – nie był łatwym mistrzem dla duchowych turystów, wędrujących od miejsca do miejsca, by zweryfikować swoją „wiedzę”. Najkrócej gościli u niego rozmaici duchowi przebierańcy w pomarańczowych, różowych czy żółtych szatach, z wieńcami dżapamal na szyi, a zwłaszcza członkowie społeczności New Age związani z Osho – ruchem, który Nisargadatta uważał za zbyt skomercjalizowany i odległy od bezpośredniej Realizacji. Na tym etapie życia nie miał już cierpliwości na rozmowy na poziomie duchowego przedszkola, zwłaszcza że popularność przyszła do niego zaledwie pięć czy sześć lat przed śmiercią, której zbliżanie wyraźnie czuł ten bezkompromisowy nauczyciel z Bombaju.

Odkrycie przez Zachód

O ile w swoim rodzinnym Bombaju był znany już od dwudziestu czy trzydziestu lat wcześniej, o tyle dla ludzi z Zachodu stał się znany dopiero po opublikowaniu przez renomowane wydawnictwo Chetana – dziś już klasycznego – tomu „I Am That” / „Jestem Tym”, w opracowaniu, wyborze i redakcji Maurycego Frydmana, legendarnego polsko-żydowskiego „Hindusa”, który przyjął hinduski styl życia i pełnił rolę łącznika między Wschodem a Zachodem.

Frydman ukończył studia techniczne w Polsce (prawdopodobnie na Politechnice Lwowskiej, gdyż Politechnika Krakowska powstała dopiero w 1945 roku), a na początku lat 20. XX wieku wyemigrował do Francji, skąd dotarł do Indii. Tam wkrótce został dyrektorem elektrowni w Bangalore, dzisiejszej indyjskiej stolicy technologii. Indyjski mistycyzm zawładnął jednak jego umysłem wcześniej, co sprawiło, że inżynier z Polski zrezygnował z prestiżowego stanowiska, stając się klasycznym hinduskim sanjasinem. Przez następne lata prowadził barwne duchowe życie – był między innymi towarzyszem Mahatmy Gandhiego.

U schyłku życia, w latach 60. XX wieku, Frydman, po latach tłumaczenia sanskryckich tekstów i pracy w kręgu Gandhiego, szukał żywego wcielenia Jaźni. Za radą lokalnego wielbiciela w Bombaju, który wspomniał o „mistycznym sklepikarzu” o magnetycznej obecności, Frydman wsiadł do autobusu numer 19 z Churchgate do Mahim. Wspiął się po wąskich schodach w skromnym budynku chawl i zapukał do drzwi w Janata Building. Tam spotkał Nisargadattę Maharaja – krzepkiego Maharasztryjczyka w małym, zagraconym pokoju bez formalnych religijnych elementów.

Ich pierwsza rozmowa była prosta: Frydman zapytał o znaczenie „Ja jestem”, a odpowiedź Nisargadatty przebiła się przez warstwy akademickiej wiedzy. W kolejnych miesiącach Frydman dostrzegł w nauczaniu mędrca bezpośrednie, doświadczalne połączenie z upaniszadowymi wglądami. Jako wykształcony poliglota tłumaczył rozmowy Nisargadatty z zachodnimi przybyszami, co zaowocowało wspomnianym tomem składającym się ze 108 rozmów. Fragmenty tego dzieła ukazały się w Polsce jako „Rozmowy z mędrcem”.

Nauczyciel poza stereotypem

Nisargadatta Maharaj był pod każdym względem zaprzeczeniem stereotypowego hinduskiego guru. Nadpobudliwy, pełen energii, nie pogrążający się w długich stanach samadhi, czasem ostry w reakcjach – aż do wyrzucenia z pokoju duchowych nudziarzy, męczących banałami o karmie, reinkarnacji, Bogu, oświeceniu czy sadhanie. Stanowił nie do przekroczenia barierę dla wyznawców New Age z ich płytkimi konceptami.

Nie był wegetarianinem ani jego propagatorem, nie wierzył w hinduistyczne wizerunki, a przez całe dorosłe życie palił produkowane przez siebie beedi – indyjskie skręty. Robił to nawet podczas przyjmowania słuchaczy, trzymając je na ołtarzyku za portretem mistrza. Ołtarzyk służył głównie gościom potrzebującym hinduistycznej oprawy, by przyswoić treści, a palące się kadzidła maskowały swąd dymu. To wszystko było jednak tylko powierzchownością.

Amerykański psychoterapeuta Stephen Wolinsky, który dotarł do niego pod koniec lat 70. XX wieku, przyznał, że przedtem spotkał około sześćdziesięciu indyjskich nauczycieli medytacji, jogi i systemów adwaity (filozofii niedualizmu), a żaden z nich na dziesięciostopniowej skali duchowego żaru nie przekraczał połowy. Nisargadatta wykraczał poza skalę.

Ostatnie lata i intensyfikacja nauk

Pod koniec życia, cierpiąc na nowotwór krtani (prawdopodobnie skutek sześćdziesięciu lat palenia beedi), mimo słabości ciała intensyfikował nauki, czując zbliżające się przemijanie. Kierowany surowym, lecz głębokim współczuciem, chciał przebudzić ludzi ze snu iluzji. Według niego wszyscy jesteśmy nieświadomymi aktorami w gigantycznej filmowej superprodukcji, której sensu nie dostrzega nikt poza reżyserem – a jest nim TO, PUSTKA czy NICOŚĆ, z której wszystko się wyłania. W jego słowach nie był to abstrakcyjny koncept, lecz porażająca PRAWDA.

Pewność tę zyskał w wieku trzydziestu kilku lat, zaledwie trzy lata po spotkaniu z mistrzem Siddharameshwarą Maharajem, który nakazał mu pamiętać, że jest Najwyższą Rzeczywistością, Wszystkim. Nisargadatta, wówczas Maruti Kampli – prosty analfabeta z Bombaju – nie komplikował przekazu i po trzech latach dokonała się samorealizacja. Zmienił punkt percepcji, przyjął imię Nisargadatta Maharaj i stał się następcą mistrza, który wkrótce „opuścił ciało”. Zaczął rozmawiać – nie nauczać – z tymi, którzy przeczuwali fałsz codziennej rzeczywistości, początkowo w sklepiku z beedi, potem w ubogim mieszkaniu. Popularność rosła przez dekady, aż Frydman stworzył „I Am That”, przyciągając słuchaczy z całego świata. Absolut przemówił w pełni.

Istota nauczania

Mówił, że u początku wszystkiego jest PUSTKA, z której wyłania się Ja Jestem – iluzja i fałsz, lecz jednocześnie mistrz prowadzący do przekroczenia konceptu Ja Jestem i wejścia w Absolut. Świat, który uważamy za realny, jest wytworem Ja Jestem, pierwszego i najsubtelniejszego konceptu. Nisargadatta starał się wyrwać rozmówców ze skorupy Ja Jestem, choć niewielu rokowało – większość duchowych poszukiwaczy tkwiła w dualistycznych pułapkach.

Ich umysły były tak splątane, że nawet lata w jego obecności niewiele by dały. Z drugiej strony podkreślał, że słowa zrealizowanego nigdy nie tracą mocy: raz usłyszane czekają na właściwe warunki, by wykiełkować. Jego rolą było obedrzeć z konceptów, pozostawić w stanie bez nich, unicestwić ego – nie fizycznie, lecz jako iluzoryczną konstrukcję.

Samorealizacja oznacza pewność, że nie jest się odrębną osobą, lecz TYM – Absolutem. Dlatego nie mogli go słuchać ci, których świat kręci się wokół „ja” w nieskończonych wariacjach. Ta duchowa katarakta napędza ego; ludzie nie widzą, że są aktorami w groteskowej komedii. Nisargadatta gardził słowem „duchowość” – to kolejny koncept. Lekceważył ścieżki i sadhany, bo widziano w nich krążenie w iluzorycznej wiedzy opartej na fałszywym Ja Jestem.

Kluczowa była Dżniana – Wiedza, Zrozumienie. Mówił: „Dżniana to bhakti… Najważniejsze jest zrozumienie i pamiętanie, że jest się Najwyższą Rzeczywistością”. Czasem dosadniej: „Jestem bhakti (miłością), jestem Atma bhakti (miłością do Atmy), wielbię siebie. Wielu zrealizowanych mistrzów mówi: pokochaj najpierw siebie, a wtedy pokochasz Atmę.”

Kosmiczny żart

Pojęcie „kosmicznego żartu” w nauczaniu Nisargadatty i jego uczniów, takich jak Satyam Nadeen, oddaje istotę adwaity: życie jest iluzją, snem Źródła (Absolutu), które bawi się, przyjmując formę jednostek, światów i historii, by doświadczyć własnych ograniczeń. PUSTKA nie jest pustką w potocznym sensie, lecz pełnią, która manifestuje się jako Ja Jestem, by następnie rozpoznać siebie jako Absolut.

Ten „żart” polega na zapomnieniu o swej prawdziwej naturze i utożsamieniu z iluzorycznym „ja”, które szuka oświecenia, celu czy Boga, nie dostrzegając, że już jest TYM. Nadeen w książce „Od cebuli do perły” ujął to przystępnie: myślisz, że musisz stać się oświeconym? Daruj sobie, już nim jesteś. Nie ma ścieżek ani celów – nie masz nic do zrobienia.

Twoja historia osobowa stanowi iluzję, jesteś marionetką Źródła, bez wolnej woli, karmy czy wrogów – wszystko jest TYM. Śmierć kończy ograniczenia, a teorie spiskowe są grą Źródła w ramach własnych zasad. Przebudź się, jesteś nieskończonym Źródłem w swoim śnie.

Spadkobiercy nauczania

Nisargadatta Maharaj stał się bezforemnym Absolutem 8 września 1981 roku. W ostatnich latach rozmowy tłumaczyli adepci adwaity, w tym Ramesh Balsekar, emerytowany prezes Bank of India – VIP z duchowym głodem. Po odejściu Maharaja Balsekar zaczął nauczać w łagodniejszym stylu i kontynuował to do samej śmierci, która nastąpiła 27 września 2009 roku w wieku dziewięćdziesięciu lat. Napisał trzy książki oparte na naukach bombajskiego mędrca, który nigdy nie cytował świętych ksiąg, ponieważ sam był analfabetą – i zarazem mędrcem.

Balsekar, wykształcony w London School of Economics, nauczał w luksusowym apartamencie przez blisko trzydzieści lat, zyskując „oświeconych” adeptów. Przekaz nieco się rozwodnił, lecz trwa w nurcie adwaity, filozofii niedualizmu, do której należy również nauczanie Nisargadatty. Jednym z adeptów tego nurtu jest Amerykanin Satyam Nadeen, który osiągnął urzeczywistnienie w amerykańskim więzieniu za handel narkotykami. Maharaj mówił: „Moje nauczanie nie jest dla zwykłego człowieka”.

Ostatecznie, jak podsumowywał mędrzec z Bombaju, jedyną odpowiedzią na zagadkę istnienia jest: „Nie ma niczego. To tylko żart.”

 

 

Autor
  • Teofil Konieczko

    Ekspert w dziedzinie filozofii indyjskiej oraz doświadczony redaktor. Pełni nadzór redakcyjny nad portalem, dbając o jego merytoryczną jakość i spójność treści. Specjalizuje się w tworzeniu artykułów związanych z duchowością i filozofią, przekładając zawiłe koncepcje na przystępny i angażujący język. Jego teksty stanowią cenny wkład w pogłębianie wiedzy czytelników na temat bogactwa myśli subkontynentu indyjskiego.

    Inne artykuły tego autora