ARTYKUŁY



AULIA


      Uchodził za jednego z tzw. Pięciu Mistrzów Doskonałych swoich czasów, obok m. im. słynnego Sai Baby z Shirdi. I podobnie jak on żył i działał w Maharasztrze, regionie Indii, gdzie silnie ścierały sie wpływy hinduizmu i islamu. Przyszedł na świat w roku 1861, bez towarzyszących temu faktowi szczególnych zdarzeń - jak ma to miejsce u hinduistów: kobry pod łóżkiem, samogrające instrumenty, cudowne światła itd. Może tylko różnił się od większości dzieci jednym - wcale nie płakał. Podobno nawet siłą zmuszano go do bardziej „normalnego” zachowania, co zostawiło wyryte na całe życie ślady na jego głowie/tak przynajmniej twierdzą biografowie/. Ale ci, którzy zmuszali siłą, czyli ojciec, małego Tajjudina, bo takie chłopiec nosił imię, szybko ponieśli karę. Ojciec został „deportowany” z tego planu fizycznego. Mały nie płaczący chłopczyk w wieku jednego roku został półsierotą. Opiekę nad nim przejęli dodatkowo babcia i wuj. I kiedy doprowadzili go do szóstego roku życia, w domu w Kamthi nieopodal Nagpure pojawił w swojej „All-India” pielgrzymce słynny w tamtym czasie święty suficki, Hazrat Abdulla Shah. Trafił akurat do domu, w którym mieszkał ze swoimi nowymi opiekunami mały Tajjudin, wówczas już liczący sobie sześć lat. Wielki Sufi od pierwszej chwili rozpoznał duchowy format przyszłego świętego i dokonał dikszy/błogosławieństwa/, stwierdzając przy okazji:”Prorok Mahomet wstąpił w Ciebie”. Wówczas jednak nikt jeszcze nie zdawał sobie sprawy z mocy słów tego sufiego, na których materializacje trzeba było czekać jeszcze blisko dwadzieścia lat. Trzy lata po tej wizycie zmarła matka Tajjudina i wówczas już pełną opiekę nad nim przejął brat ojca. Z powodów w pewnym stopniu ekonomicznych młody, bo dwudziestoletni , Tajjudin został skierowany przez wuja do służby w stacjonującym w Nagpure trzynastym brytyjskim regimencie. Służąc w tej jednostce Tajjudin miał możliwość podróżowania po ówczesnej Maharsztrze. I w czasie jednej z takich wypraw spotkał drugiego w swoim życiu wielkiego sufiego, czyli mistyka islamskiego. Był nim Hazrat Dawud Shah z zakonu Czisti. Pod wpływem spotkania z sufim, młody żołnierz rozpoczął intensywną praktykę medytacyjną. I wkrótce, żeby tę praktykę pogłębić, zrezygnował ze służby. Całe dnie i noce zaczął spędzać na rygorystycznych praktykach medytacyjnych. W tym czasie zupełnie zapominał o wszystkim - całymi dniami nie brał do ust jakiegokolwiek jedzenia, a nawet picia. Działo się to w miejscowości Sagar. W przerwach między medytacjami młody asceta snuł się po zakurzonych uliczkach miasteczka. Nie rozmawiał z nikim, nie reagował na pytania i zawołania. Był niczym lunatyk za dnia. Kiedy wieści o jego stanie dotarły do rodziny, jego babka zabrała go z Sagar do Kamthi. Tutaj został przez nią oddany pod opiekę lekarzy, a także lokalnych sufich. Ale wszyscy oni razem wzięci nie byli w stanie zdziałać z Tajjudinem czegokolwiek. Był jakby całkowicie poza umysłem i świadomością ciała – dzisiaj moglibyśmy chyba powiedzieć, że znajdował się w stanie najgłębszej autohipnozy, wyobrażając sobie, że jest jednym ze świadomością całego wszechświata. Oczywiście, znajdując się w takim stanie, szybko został uznany przez mieszkańców Kamthi za szaleńca, którym wydaje się być zresztą każdy odbiegający od dominującej powszechnie świadomości. Zarazem jednak z samym Tajudinem stało się coś wielce tajemniczego. Patrząc na człowieka od razu był w stanie powiedzieć wszystko o jego przeszłości, a także o problemach czekających go w przyszłości. Ta zdolność Tajjudina zadziwiała w Nagpure wszystkich. Ale on sam ciągle przebywał w stanie poza świadomością ciała, zwanym w pismach jogicznych videha. Będąc w takim stanie jednego dnia, nago, stanął w Nagpure przed pewna brytyjską damą. W następstwie tej wielce gorszącej dla purytan sytuacji, będący świadkiem tego zdarzenia jeden z brytyjskich oficerów doprowadził Tajjudina do azylu dla mentalnie upośledzonych w Nagpure. Azyl ten był miejscem o bardzo surowym reżimie – pacjentów, czy raczej więźniów zamykano na noc w malutkich celach, które opuszczali tylko na kilka godzin za dnia. Ale nie opuszczali budynku azylu. I właśnie wtedy, a był to już rok 1892 z Tajjudinem zaczęło dziać się coś jeszcze bardziej tajemniczego, niż miesiące wcześniej. Otóż zaczęto widywać go w jednym i tym samym czasie w dwóch miejscach równocześnie. Istnieją , wydaje się dosyć wiarygodne relacje z tamtego czasu, m. in relacja brytyjskiego oficera i lekarza z azylu. Zdarzyło się to podobno wielokrotnie, kiedy, z całą pewnością zamknięty w swojej celi w azylu Tajjudin widziany był, jak przechadzał się ulicami Nagpure. Stopniowo też jego imię stawało się coraz bardziej znane, zarówno w Nagpure jak i okolicach. Wielu zaczęło widzieć w nim wielkiego świętego dysponującego cudownymi mocami. Jednego dnia do azylu z zamiarem zobaczenia nowego świętego przybył jeden z jego świeżych wyznawców. Po wizycie w azylu miał zamiar odwiedzić jeszcze lokalną świątynie ku czci Sziwy. I jakież było jego zdziwienie, kiedy wchodząc do małej celi zobaczył Tajjudina z żywą kobrą owiniętą wokół jego szyi – taka kobra w hinduizmie jest atrybutem tego potężnego bóstwa. Tajjudin, o którym mówiono już wówczas Baba ,odezwał się do swego wyznawcy: „Czego się obawiasz ? Wejdź ! Kiedy jednak po chwili do celi weszli inni, m. in. doktor z azylu, węża wokół szyi już nie było.

Tajjudin Baba

       Doskonali Mistrzowie żyją w stanie poza wszelkimi uwarunkowaniami. Skoro tak, to w swojej codzienności nie przystają do norm życia społecznego, które zawsze silnie warunkują jednostkę. Zachowanie takich mistrzów na ogół jest nieprzewidywalne, przynajmniej dla umysłów silnie uwarunkowanych społecznie. Istnieją w stanie zwanym Swechchachara, czyli niczym nieskrępowanej wolnej woli. Bo dopiero w tym stanie można mówić o wolnej woli, inni cały czas tkwią w klatkach swoich rozlicznych przekonań, wszelkich „lubię, nie lubię”, „zgadzam się, nie zgadzam się”, itd. Totalna swoboda Tajjudina, mimo że żył uwięziony, spowodowała, że w krótkim czasie do grona jego wyznawców dołączył personel azylu, z lekarzem głównym na czele. Jeden z lekarzy sporządził raport, w którym stwierdził, że Tajjudin nie jest chory mentalnie, lecz, że znajduje się w stanie, którego nauka na razie nie jest w stanie wyjaśnić. A w tym samym czasie do grona wyznawców Baby dołączył Bahadur Shrimant Raghoji, ówczesny Maharadża Nagpure. Zaczął odwiedzać świętego wręcz codziennie. I jednej nocy miał sen, w którym szalony święty zwrócił się do niego z prośbą o możliwość pozostania w Nagpure. Maharadża zwrócił się więc w następstwie tego snu do ówczesnego gubernatora prowincji i uzyskał od niego zgodę na zwolnienie Tajjudina z azylu. Po czym zaprosił go do swego pałacu, oferując mu zamieszkanie w nim. Od tej chwili, a był to już rok 1908 rozpoczął się kolejny okres w życiu świętego. Okres nasilonej działalności na rzecz lokalnej społeczności i nie tylko. Do Nagpure przybywali ludzie z całej Maharasztry. Przybywali z prośbami i modlitwami o wszystko: zdrowie, dzieci, majątek. Historii o Babie, który spełniał prośby do dzisiaj w Nagpure krąży bez liku. Ile z nich jest prawdziwych ? Tego nie da się ustalić, bo i jak. W każdym bądź razie Tajjudin zyskał przydomek i sławę jako Aulia, czyli ten, który chroni i spełnia prośby. Ten wielki, wzniosły tytuł towarzyszył mu do śmierci. Mimo że kulturowo Aulia Tajjudin był bliższy islamowi, niż hinduizmowi, dla niego samego nie miało to najmniejszego znaczenia. Żadnych barier, żadnych religii, żadnych ograniczeń, brzmiało jedno z jego nielicznych przesłań. Tym, co najważniejsze w życiu, to zrealizowanie prawdy, że nie ma żadnej innej mocy poza nami samymi. Jesteśmy wielcy i najwięksi, tylko musimy dotrzeć sami do tego zrozumienia. Bez Allaha, Kriszny, Ramy czy Buddy, ale sami. Nie przez posążki, ofiary, dymy i ognie. Może bardziej przez wcielenie w życie prostych, a tak trudnych do zrealizowania zaleceń: „Mniej jedz, mniej mów, mniej śpij”. Tak brzmiące zalecenie płynęło z ust wszystkich Mistrzów Doskonałych. Tak też zaleca mój Mistrz, który nie jest żadnym wymyślonym na potrzeby świętego biznesu Mahavatarem Krija Babajim, lecz istotą z krwi i kości. Z całą pewnością od chwili śmierci w 1925 roku przesłanie Tajjudina brzmi i powinno brzmieć tak samo. Szkoda tylko, że Mistrzów Doskonałych jest tak niewielu. Chyba dlatego, że są doskonali....

Mariusz Piotrowski

Artykuł ukazał się w Czwartym Wymiarze, nr 4/2010