|
|
ARTYKUŁY
CHEIRO
„Uwierzyć, znaczy zobaczyć - albo przy pomocy zmysłów albo oczami duszy. Z rozróżnienia tego wynikają dwie
klasy ludzi - sceptyków i wierzących, które, chociaż wzajemnie uzależnione, mogą być dla siebie niezrozumiałe. Pisząc Język dłoni pozostaję głęboko
świadomy odpowiedzialności, jaka na mnie ciąży; zarazem jednak jestem przekonany, że może ona przynieść wiele pożytku. Starałem się więc pisać nie
dla jakiejś określonej klasy ludzi, ale dla wszystkich tych, którzy wierzą w uniwersalne prawa natury, rządzące rodzajem ludzkim i całym wszechświatem.
Prawa te uwidaczniają się doskonale w tej nauce o dłoni.” Te słowa pochodzą z Obrony Chiromancji stanowiącej przedmowę do najbardziej znanej książki
napisanej przez Cheiro, najsłynniejszego chyba chiromantę świata. Urodził się w roku 1866 i był Irlandczykiem, a naprawdę nazywał się William John Warner,
chociaż znany był też pod innymi nazwiskami i pseudonimami, z których te najbardziej znane to, hrabia Louis Hamon no i, oczywiście, Cheiro. I chociaż
uchodził i uchodzi za najsłynniejszego chiromantę, to jego życie, a przynajmniej pierwsza jego połowa owiane jest tajemnicą, a sam Cheiro nigdy jakoś
nie starał się rozwiać tej tajemnicy, może dlatego, że powiększała jego i tak wielką popularność.

Wiadomo, że urodził się w roku 1866 i chociaż w późniejszych latach posługiwał się m. in. nazwiskiem Louis
Hamon i tytułem szlacheckim, najprawdopodobniej była to jedynie mistyfikacja, gdyż w wiktoriańskiej Anglii szlachetne pochodzenie było w wysokiej
cenie. Wiadomo, że już jako młody człowiek stał się bardzo popularnym chiromantą, czy okultystą, jak wówczas go nazywano. Już przed trzydziestką
stał się znany w wiktoriańsko-edwardiańskich sferach wyższych, a relacje z wizyt w jego londyńskim mieszkaniu przy Bond Street licznie
zamieszczały ówczesne gazety. Ich reporterzy, a najczęściej reporterki, byli zdumieni niesamowitą wręcz trafnością odczytu. Wyróżniał się
zdecydowanie na tle licznych ówczesnych chiromantów, którzy obok tzw. jasnowidzących stanowili najistotniejszy segment silnego wtedy biznesu
okultystycznego. The Pelican z 10 września 1892 roku pisze: Gościliśmy w Londynie wielu chiromantów, ale zdecydowałam się na spotkanie z
Cheiro, z którym przeprowadziłam jedną z najbardziej znaczących rozmów w moim życiu. A rozmawiałam z wielu naprawdę interesującymi i
błyskotliwymi ludźmi. Cheiro jest i interesujący i błyskotliwy. Jego kariera jest jedną z najbardziej zadziwiających i romantycznych zarazem.
Już jako chłopiec interesował się sztuką czytania z dłoni. Do momentu przyjazdu do Londynu/ w wieku ok. 25 lat/ „przeczytał” blisko dziesięć
tysięcy dłoni, w różnych krajach, na różnych kontynentach. Miałam w życiu zrobionych już kilka odczytów, ale nigdy jeszcze nikt nie odczytał
mojej przeszłości z taką precyzją. Zastanawiałam się nawet czy nie jest on wróżbitą, czy kimś, kto potrafi odczytywać myśli. Ale teraz jestem
pewna, że jest on wybitnym chiromantą, który potrafi odczytać i zinterpretować znaczenie każdej z rozlicznych linii, jak i wszelkie wysepki i
krzyżyki, jakie te linie tworzą. Niektóre z tych linii są delikatne, ledwo widoczne. Dla Cheiro one wszystkie są źródłem informacji. Z jednej
strony może odczytać nadciągającą niepokojąca przyszłość i dać czas na przygotowanie się na nią, z drugiej, już wcześniej pozwala zaczerpnąć
nieco radości, gdy ta przyszłość ma być pomyślna.”
W każdym bądź razie jeszcze przed trzydziestką Cheiro stał się ważna postacią towarzyskiego życia Londynu.
Wśród tych, którzy zechcieli poznać swoja przyszłość przy jego pomocy byli m. in. Książę Walii Edward, minister Joseph Chamberlein, William Gladstone,
a takżę aktorka Sarah Bernard oraz Oscar Wilde. Cheiro zasłynął w tamtym czasie jednym szczególnie spektakularnym odczytem - odczytał z porażająca
precyzją, nieodległą w czasie, jak miało się okazać, datę śmierci znanego angielskiego generała Kitchenera.
Niewiele wiadomo o tym, jak Cheiro zdobywał swoja imponującą wiedzę, gdyż sam nie ujawniał zbyt wielu
szczegółów. Prawdopodobnie, poza studiowaniem dostępnych w Anglii ksiąg , wiedzę zdobywał podróżując na Wschód, m. in. do Egiptu, ale przede
wszystkim do Indii. Jak Cheiro zaznaczał w napisanych przez siebie licznych książkach o chiromancji, ale tez i astrologii i numerologii, w
poszukiwaniu źródeł sztuki czytania z dłoni należy cofnąć się do ery prehistorycznej. Według niego już najodleglejszy okres cywilizacji aryjskiej
dorobił się własnego piśmiennictwa, które świadczy o rozległej wiedzy ówczesnych chiromantów. Zanim ktokolwiek usłyszał o Rzymie, Grecji czy
Izraelu, mógł już wtedy w Indiach dotrzeć do zabytków świadczących o zaawansowanej kulturze. Np. na podstawie wyliczeń astronomicznych, jakie
reprezentują figury w hinduskich świątyniach, ocenia się, że Hindusom była znana precesja zrównania dnia z nocą na wieki przed erą Chrystusa.
Twierdził też, że początki hiromancji również zawdzięczamy Hindusom. Sztuka chiromancji szerzyła się wraz z rozprzestrzenianiem nauk
hinduistycznych. Cheiro kilkukrotnie wyjeżdżał do perły w koronie imperium brytyjskiego, czyli do Indii. Jeździł prawdopodobnie do jednego
z miejsc, gdzieś na północnym-zachodzie dzisiejszych Indii, gdzie sztuka chiromancji była praktykowana od niepamiętnych czasów przez
bramińską kastę Joshi. Właśnie podczas pobytów w Indiach kapłani Joshi udostępniali Cheiro pewną wielce tajemną stara księgę na temat
znaków na ręce. Stanowiła ona podobno jeden z największych skarbów bramińskich i była zazdrośnie strzeżona w jednej ze starych świątyń
jaskiniowych. Ta dziwna księga została rzekomo wykonana z ludzkiej skóry i niezwykle pomysłowo poskładana. Była ogromnych rozmiarów i
zawierała setki dobrze narysowanych ilustracji wraz z dokładnymi zapisami jak, kiedy i gdzie sprawdził się ten czy inny znak. Niesamowite
jest to, że jak wspominał Cheiro, posłużono się tu jakimś czerwonym płynem, którego w najmniejszym stopniu nie zdołał zniszczyć czas -
przez całe wieki litery nie uległy zatarciu. Najbardziej, podobno, uderzający był efekt, jaki wywoływały owe żywe, czerwone litery na bladej
żółtawej skórze. Każda strona była niejako pokryta glazurą zrobiona z jakiegoś związku chemicznego, prawdopodobnie z ziół. Czymkolwiek jednak
by ten związek nie był, zdołał oprzeć się czasowi, żywo kontrastując z zewnętrzną oprawą księgi, na której były już widoczne oznaki zużycia
i rozpadu. Co do starożytności księgi, twierdził Cheiro, ta kwestia nie podlegała dyskusji. Najwyraźniej księga składała się z trzech części;
pierwsza została napisana w najstarszym języku kraju i sięgała tak odległych czasów, że nawet bramini mieli kłopoty z jej odczytaniem.
Była prawdziwym skarbem strzeżonym przez nich i trudnym do wydobycia nawet za spore pieniądze. Jak uważał Cheiro, sztuka czytania z dłoni
z Indii rozprzestrzeniła się na Chiny, Tybet, Persję i Egipt, ale dopiero cywilizacja grecka stworzyła obecną współczesną formę tej wiedzy.
Zresztą pseudonim słynnego chiromanty wziął się z greckiego słowa cheir, oznaczającego rękę.

Prawdopodobnie te indyjskie studia Cheiro stały za stworzonym przez niego specyficznym stylem chiromancji,
pełnym niuansów i intuicji. Jednak chociaż Cheiro napisał sporo książeczek przybliżających jego styl sztuki czytania z dłoni, ale na podstawie
nawet wnikliwych lektur trudno zrozumieć, dlaczego jego odczyty były tak bardzo precyzyjne. Prawdopodobnie dlatego, że wspierał je astrologią
i swoją specyficzną numerologią. Ale chyba jednak jego chiromancja „wzmocniona”była przez jego talent jasnowidczy. Pogłębiający to, na co
pozwalała perfekcyjnie opanowana przez niego sztuka chiromancji. Kiedy spotykał się z klientami, rozmawiając z nimi, bywał raczej lakoniczny.
Czytając z linii był konkretny, mówił tylko to, co „widział”. Raczej nie stosował tzw. „zimnego odczytu”, czyli sprytnego wyciągania od
klientów potrzebnych we „wróżeniu” informacji. Te technikę stosowali i stosują wszelkiej maści hochsztaplerzy wróżenia, rozmaite media,
przepowiadacze przyszłości i pazerni „odprowadzacze zmarłych”. Najwyraźniej miał w sobie to COŚ......
Kiedy jego sława przekroczyła Anglię, wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Tam pracował na zdwojonych
obrotach, gdyż coraz to więcej ludzi chciało spotkać się z nim. Również tych najsłynniejszych, gdyż Cheiro zamieszkał w Hollywood, w samym
sercu eksplodującego wtedy przemysłu filmowego. Klientów miał tylu, że w ostatnich latach swego życia przyjmował ich około dwudziestu
dziennie. Wśród nich znalazł się też Mark Twain, który później spotkanie z Cheiro opisał w jednym z opowiadań. Spotkanie ze sławnym pisarzem
i humorystą Cheiro zawarł w swoich Wspomnieniach. Opisał to tak:”Kiedy przyszedł spotkać się ze mną, nie wiedziałem kim jest. Gdy robiłem
odbitkę jego dłoni, powiedział:”Przyznaję, że przeszłość może zostawić po sobie ślady i że z ręki można odczytać charakter; w to wszystko
mogę uwierzyć - ale nie potrafię zrozumieć, w jaki sposób ręka miałaby przepowiadać przyszłe wydarzenia. W odpowiedzi na jego argument
podjąłem kwestię dziedziczności. Pokazałem mu odbitkę lewej i prawej ręki matki wraz z odbitkami rąk jej pięciorga dzieci. Przeglądaliśmy
te odbitki, aż natknęliśmy się na taką, w której znaki na prawej ręce dziecka ściśle odpowiadały śladom na prawej ręce matki.
„W tym przypadku”, powiedziałem „który może pan sam sprawdzić, każdy fragment życia tej dziewczynki, nawet pod względem dat,
stanowił powtórkę wydarzeń z życia jej matki, chociaż dzielił je dystans dwudziestu lat. „ „A zatem”, kończyłem, jeżeli zna się
fakty z życia matki i widzi się, że takie same znaki wystąpiły na rekach dziecka - wtedy, nawet w wieku lat powiedzmy sześciu, można przewidzieć wydarzenia, które nastąpią w losie córki.”
To zainteresowało mojego gościa do tego stopnia, że porobił notatki z różnych dłoni, a sposób
szczególny uderzył go fakt, że nawet koła na skórze końców kciuków matki i jej dziecka idealnie do siebie pasowały. Na odchodnym
wyjawił mi kim jest, dodając : „W tym wszystkim śmieszne jest to, że przyszedłem tutaj spodziewając się z własnej głupoty stracić
pieniądze, a zyskałem fabułę do opowiadania, które, jak sądzę, stanie się bestsellerem. W niedługi czas potem opublikował
opowiadanie/Pudd,n Head Wilson/ o znakach na kciukach. A zanim wyszedł, wpisał się do mojej Księgi Odwiedzin w ten oto sposób:
Cheiro z upokarzającą trafnością odkrył przede mną mój charakter. Może nie powinienem się do tego przyznawać nie potrafię
jednak inaczej postąpić. Mark Twain.
I nie tylko słynny humorysta i racjonalista był pod wpływem talentu Cheiro. Kiedy jego
linia życia urwała się w 1936roku, natychmiast stał się legendą. Tym , który mógł wiedzieć wszystko o wszystkich. Patrząc jedynie na prawą dłoń.......
Mariusz Piotrowski
Artykuł ukazał się w Czwartym Wymiarze, nr 2/2010
|