|
|
ARTYKUŁY
Oberoi, medytacja i samadhi
Spotkałem go w Bombaju. Nie w Bombaju ze Slumdoga, lecz w hallu eleganckiego hotelu OBEROI, ledwo
kilka miesięcy po dramatycznym zamachu terrorystów Al-Kaidy. Zaprowadził mnie, a właściwie zawiózł do hotelu pan Bansi, agent bombajskich
sił specjalnych, który w w ten dramatyczny październikowy czas 2008 roku znalazł się akurat w innym z zaatakowanych hoteli; w legendarnym
Taj Mahal, wzniesionym przez protoplastę rodu i dzisiejszego indyjskiego wszech holdingu TATA. Hotel ten powstał jako wyraz wyzwania dla
brytyjskiej kolonialnej arogancji, która, przynajmniej wówczas, stała się impulsem do wielkiego dzieła. Pan Bansi, stanął na mojej drodze
jedynie dlatego, że jest adeptem medytacji u mojego Mistrza. Nie tylko on, ale wielu bombajczyków i to z rozmaitych sfer tego miasta-mrowiska.
Jako mój guru-bai, brat duchowy, jest też po prostu moim kumplem,na którego mogę liczyć w rozmaitych sytuacjach.
A do hotelu OBEROI trafiłem dzięki jego pomocy, tylko dlatego, że w jego mieszkaniu, w towarzystwie jego żony i dzieci spędziłem nieoczekiwaną
noc z powodu, nie tak znowu rzadkiego, zaginięcia mojego bagażu, który z Amsterdamu wybrał sobie chyba bardziej dla niego interesujący kierunek?
Ponieważ zyskałem/chyba jednak nie straciłem?/ blisko dobę w Bombaju, przypomniałem sobie o czymś. O tym, że jako wydawca książek, m. in.
dotyczących dzieła słynnego bombajskiego mistrza Nisargadatty Maharaja, nigdy nie byłem w miejscu, w którym w Bombaju przez dziesiątki lat
nauczał, najpierw Hindusów, potem ludzi z całego świata, jacy pojawili się po ukazaniu się słynnego dzieła Jestem Tym/w Polsce wydawanego
jako Rozmowy z mędrcem/w edycji pochodzącego z Krakowa Maurycego Frydmana, polskiego sanyasina i mędrca w Indiach. Nie miałem akurat znowu
pod ręką adresu do tego ważnego dla adeptów prawdziwej indyjskiej duchowości miejsca, więc postanowiłem skorzystać z telefonicznej pomocy
Roberta Powella, Amerykanina, autora kilku ważnych książek, jakie napisał na podstawie swoich spotkań z mędrcem z Bombaju. Kiedy zadzwoniłem,
okazało się, że!!!, że amerykański uczeń Nisargadatty, jest właśnie w Indiach i właśnie w Bombaju, i to akurat w hotelu OBEROI, należącym do
rodziny, z której wywodzi się m. in. Vivek Oberoi, jeden z najpopularniejszych obecnie aktorów Bollywood. Cóż za zaskoczenie!.
Mogę jechać do hotelu OBEROI. Mój bombajski policjant szybko skontaktował się z Santoshem, którego szwagier pracuje akurat w catteringu
tego hotelu i właśnie za godzinę miał trafić tam na początek swojej zmiany. Cattering z OBEROI dostarcza między innymi posiłki na przeogromne
lotnisko Shivajiego, „zasilając” kilkanaście czołowych linii lotniczych świata.
Robert, którego znałem , wprawdzie wcześniej, ale tylko „internetowo” z racji wydanej wcześniej książki,
czekał tak, jak umówiliśmy się, w hallu. Rozpoznaliśmy się natychmiast, jak przystało na advaita-joginów, czy dżnianich aspirujących.
Robert, tym razem, wbrew, swojej skypowej „gadającej”naturze był powściągliwy, zwłaszcza, że, jak
oznajmił, ma niewiele czasu, gdyż za godzinę musi koniecznie, ale to koniecznie ! wyjechać do Puny. Nie później !! I , żeby skrócić naszą
rozmowę, na której ciąg dalszy umówiliśmy się za tydzień/chociaż w Indiach, umówić się, to znaczy jedynie, wyrazić wolę spotkania...jednak
bez szczególnych konsekwencji.../., wręczył mi nieoczekiwanie plik kartek. Był to wydruk komputerowy. „To zapis jednej z rozmów z Maharajem,
dołącz ja do książki. Miała miejsce niespełna rok przed Jego śmiercią. ” Porozmawialiśmy jeszcze trochę , wziąłem z rąk Roberta podarowany
przez niego plik z zapisem rozmowy i pożegnaliśmy się, oczywiście, umawiając się za parę dni. OK !
Wróciwszy do domu do „swoich” Hindusów zająłem się otrzymanym tekstem. Od razu, jak zresztą wszystko
co związane było z Maharejm, wydał się bardzo, bardzo gorący, zwłaszcza, że powstał około roku przed jego śmiercią, kiedy Maharaj, jak sam
często zaznaczał, nie zamierzał już tracić czasu na rozmowy na poziomie duchowego przedszkola, np. na rozmowy o karmie i reinkarnacji.
Oto tylko fragment tych rozmów, ukażą się w przygotowywanej książce w edycji R. Powella.
Rozmówca: Czy jest możliwe, aby powiedział mi pan, co mam robić, krok po kroku, abym zbliżył się do
urzeczywistnienia?
Maharaj: Dlaczego człowiek musi wykonywać praktykę i w jakim celu?
Rozmówca: Czy to znaczy, że nie trzeba wykonywać żadnej praktyki?
Maharaj: Dopóki będzie pan utożsamiał się ze swoim ciałem, pozostanie pan w zamęcie. Nawet pańskie pytanie o to, co należy robić wypływa wyłącznie z punktu widzenia pańskiego związku z ciałem. Ja, jako jednostka zajmująca się ciałem, co mam robić ? Tak naprawdę brzmi to pytanie. Dopóki będzie pan utożsamiał się z ciałem, będzie pan trwał w zamęcie.
Rozmówca: Owszem, intelektualnie jest to zrozumiałe. Ale kiedy osoba zrealizowana mówi, że każdy jest już zrealizowany, to może znaczyć, że jestem zrealizowany, ale się tak nie czuję.
Maharaj: Osoba, która mówi:”Ale ja się tak nie czuję”, znowu utożsamia się ze swoim ciałem.
Rozmówca: Nie jestem w stanie wyrazić tego, co czuję.
Maharaj: Czyż nie jest to coś, co obecne i czego pan używa ? Bez tej świadomości nie byłby pan w stanie myśleć ani niczego robić. A więc to,
czego pan używa, już tutaj jest.
Nie ma żadnej praktyki, którą należy wykonywać, z wyjątkiem zrozumienia, że jest to wiedza, którą się
jest, która jest samą wiedzą, a nie sposobem, w jaki wykorzystuje się tę wiedzę na poziomie indywidualnym. Sama ta wiedza jest tą, która
istnieje i musi pozostać czysta i taka jak ta wiedza, a pan musi pozostać od tego oddzielony. Ta wiedza, którą pan jest, jest błędnie
utożsamiana z ciałem i w ten sposób myśli pan o sobie jako o ciele. Ale to pan jest tą „wiedzą”. Niech pan wzmocni swe przekonanie o tym,
że jest pan ową wiedzą, tym bytowaniem, a nie ciałem.
Rozmówca
: Jak można to zrobić ?
Maharaj: Przez medytację taką jak dhyana. A dhyana oznacza, że wiedza musi pozostać w medytacji nad wiedzą. Czym jest medytacja? Medytacja jest wiedzą „jestem” pozostającą w tej wiedzy.
To jest stan czuwania i stan snu oraz wiedza o tym, że się jest. Istnieję, wiem o tym, że istnieję. W przeciwnym razie, jaki ktoś może mieć kapitał odmienny niż ta wiedza „jestem”?
Rozmówca: Widzę, że jest to ważne, ponieważ wszystko inne się zmienia.
Maharaj: A zatem niech pan przy tym pozostanie. I niech pan nie zakłada, że jest kimś, kto ma działać. To wszystko, co może pan zrobić na tym etapie i proszę przy tym pozostać. Wszystkie pytania tak naprawdę pochodzą z pańskiego umysłu i ciała, od których musi się pan odseparować. To jest całe przesłanie; proszę przy tym pozostać. Jeśli zaakceptuje pan to przesłanie, może pan tutaj przychodzić, ponieważ będzie pan przez cały czas słyszał tę samą rzecz. Ale jeżeli nie jest pan go w stanie zaakceptować, to szkoda pańskiego czasu.
Jaką pracę wykonał pan w zakresie duchowości ? Co pan czytał, co pan robił ? Gdzie pan był ?
Rozmówca: Tak, zacząłem się tym interesować w 1960 roku. W owym czasie spotkałem Swamiego Menona i chodziłem na jego wykłady. Często chodziłem do aszramów Ramana, a Śri Ganesan dał mi tam książkę Maharaja.
Maharaj: Czytał pan Ramanę Maharshiego? I obydwa tomy Jestem Tym?
Rozmówca: Nieustannie. Książki Ramany Maharshiego i Maharaja.
Maharaj: Czy to, co zostało powiedziane w książkach Ramany Maharshiego i w książkach Maharaja zgadza się ?
Rozmówca: Całkowicie. Ramana Maharshi jest trochę zdystansowany i nieco straszy. Maharaj uciera nosa i opowiada, jest także łatwiejszy do przyswojenia.
Maharaj: W takim razie czy ma pan wyraźny obraz swojej prawdziwej natury, tego czym pan jest?
Rozmówca: W słowach, tak ...
Maharaj: Nawet jeśli zaakceptuje pan to w słowach, to jest to dużo.
Rozmówca:Wciąż jestem osobą obdarzoną pamięcią. Mam nadzieję, że poczynię postępy i wyjdę poza to.
Maharaj: Co sprawia, że uważa się pan za osobę ? Pańskie utożsamianie się z ciałem. Czy ta indywidualna osobowość będzie trwała ? Pozostanie ona
tak długo, jak będzie trwało utożsamienie z ciałem. Ale gdy istnieje niewzruszone przekonanie, że nie jest pan ciałem, ta indywidualność ginie.
To jest najprostsza rzecz dopóki jest pan przekonany, że nie jest ciałem, wtedy automatycznie, natychmiastowo, staje się pan całkowicie ujawniony.
Gdy tylko porzuci pan swą indywidualność, stanie się pan jawną całością. Ale pańskie prawdziwe bytowanie oddzielone jest nawet od tego, co
jest całkowicie jawne. A pan tak długo przyjmuje tę indywidualność za to, co całkowicie jawne, aż utożsamia się pan z ciałem.
Tam, gdzie nie ma mowy o indywidualności, skąd można wiedzieć, co uznać za medytującego, a co za medytację?
Skoro indywidualność nie istnieje to w takim razie kto medytuje i nad czym ? Ludzie bardzo swobodnie wypowiadają się na temat „medytacji”, ale co
oni tak naprawdę robią ?Używają swojej świadomości w celu skupienia się na czymś. Dhyana jest wtedy, gdy wiedza, świadomość tego, że jestem medytuje
nad sobą samą, a nie nad czymś od niej różnym.
Rozmówca: Nad sobą samą...
Maharaj: Wiedza nie ma formy.
Rozmówca: A więc dzieje się to wtedy, gdy „jestem” przemienia się w siebie, znowu staje się uwarunkowane przez formę, ponieważ jest to sposób, w jaki
jestem teraz dla siebie.
Maharaj: Kiedy mówi pan, że musi zasiąść do medytacji, to pierwszą rzeczą, jaką należy zrobić, jest zrozumienie, że to nie utożsamienie z
ciałem zasiada do medytacji, lecz owa wiedza „ja jestem”, owa świadomość, która siedzi w medytacji i medytuje nad sobą. Kiedy się to porządnie
zrozumie , stanie się to łatwe. Gdy świadomość, ta świadoma obecność, zanurzy się w sobie samej, nastąpi stan samadhi. Kiedy umysł zanurzy się
w tym stanie, wtedy znika nawet wiedza „medytuję”; ona również pogrąża się w tym stanie. Pojęciowe uczucie tego, że istnieję, znika i zanurza
się w samym bytowaniu. A zatem świadoma obecność również zanurza się w tej wiedzy, w tym bytowaniu, to znaczy w samadhi.
Mariusz Piotrowski
Artykuł ukazał się w Czwartym Wymiarze, nr 2/2010
|