ARTYKUŁY




Mahavatar z krainy fantazji


      Po raz kolejny dotarłem do himalajskiego sanktuarium Badrinath położonego na ponad trzech tysiącach metrów i po raz kolejny wróciłem zawiedziony: słynny Mahavatar Krija Babaji znowu nie stanął na mojej drodze, żeby wtajemniczyć mnie w tajemne krije, dotąd zastrzeżone dla prawie całej ludzkości. Nawet nie dał mi najmniejszego przesłania, żebym mógł rozprzestrzenić je na świat...Może następnym razem. Nie rezygnuję. Jak nie w Badrinath, to może Babaji pojawi się dla mnie, gdy pojadę na Goa, a może w swej łaskawości zechce pojawić sie w moim domu ?

      Czy Krija Babaji istniał w ogóle ? Może to tylko wielki, acz piękny mit. Indie to kraina mitów, którymi ludzie tam żywią się i oddychają niczym powietrzem. Ilekroć w czasie swoich licznych indyjskich wędrówek trafiałem do jakiegoś aszramu, to na ogól okazywało się, że aszram ten ma,jak wiele innych, swoją legendę, mniej czy bardziej barwną. Bardziej barwna to ta, że jest czy była jakaś linia guru; założycieli cz patronów duchowych aszramu, którzy wtajemniczenie w swoje wybitne nauki otrzymali od tajemniczych mistrzów, których, niestety, dzisiaj spotkać nie można, gdyż przebywają w sekretnym, niewidocznych dla wszystkich aszramie, tzw. Siddha aszramie. Aszram ten położony jest na ogól w wysokiej sterfie Himalajow, gdzieś między Badrinath, Kedarnath, Gangotri i Yamunotri. Chociaż niby znajduje się tam, ale tak naprawdę jest w innym wymiarze, innej gęstości. Mogą do niego dotrzeć wybrani ; czytaj:mistrzowie;założyciele danej linii przekazu. A skoro tam dotarli, to wielcy być musieli, bo dla zwykłego adepta duchowości, te wymiary ciągle są niedostępne. Może kiedyś....Opowieści o sekretnych siddha aszramach są w Indiach tam samo popularne jak opowieści o cudownych uzdrowieniach w polskich sanktuariach maryjnych. Mit czy cud potrzebny jest po to, żeby z większą mocą przyciągać czy to wiernych czy to adeptów jogi.

      O Mahavatarze Krija Babajim głośno zrobiło się w świecie po ukazaniu się w 1946 roku dzisiaj już słynnej książki pt. Autobiografia Jogina, przybyłego z Indii do Stanów Zjednocz nych, Paramahansy Joganandy, który wśród spragnionych cudów i magii Amerykanów. szybko stworzył prężną organizację duchowo-religijną. Zawdzięczał ten sukces niewątpliwej silnej charyzmie, urokowi, ale tez dużej stanowczości. A także temu, że w swoim nauczaniu powoływał się na symbole religii zarówno Wschodu jak i Zachodu. Jednym z takich wschodnich symboli był odwiecznie istniejący jogin, zawsze młody i nieśmiertelny i potrafiący do woli zmieniać swoją postać, najbardziej znany jest pod postacią szczupłego młodzieńca-jogina o długich włosach. Ale skąd jest znany ? Tylko i wyłącznie z malarskich wizerunków i opowieści iluś osób, opowieści opartych zresztą o te wizerunki. Kiedy jednego razy spotkałem w słynnym pielgrzymkowym Shirdi pewnego jogina-biznesmena-absolwenta renomowanej Bihar Schoolof of Yoga, nie omieszkał on zaznaczyć , że ma swojego wielkiego mistrza. Kiedy wyraziłem zainteresowanie tym, kto zacz, mój rozmówca wyciągnął z portfela obrazek z wizerunkiem Krija Babajiego, wizerunkiem znanym powszechnie, zamieszczonym po raz pierwszy we wspomnianej wcześniej Autobiografii Jogina. Widzialeś go ?, spytałem. Nie, ale to mój mistrz, odpowiedział. Zaluję, że wowczas nie spytalem go o szczegóły, ale wtedy z pełnym szacunkiem przyjąłem taka odpowiedź.

      Kiedy w tym roku ponownie trafiłem do Badrinath,nie omieszkałem zobaczyć jak wygląda postęp prac przy budowie aszramu Krija Yogi, którego inicjatorem i duchem powstania jest Kanadyjczyk, Marshall Govindam,znany m. in. jako autor dosyć popularnej książeczki Krija Babaji i tradycja 18 siddhów.I znowu, jak poprzednio, spotkałem w Badrinath kilku adeptów krija jogi wg Govindama. Niestety, aszram nie powstaje, ruch stworzony wokół rzekomego objawienia Mahavatara Kanadyjczykowi najwyraźniej jest w rozsypce. Dlaczego ? Dlatego, że jak wynikało z rozmów utknął w kosztownej kursomanii, gdyż, rzekome sekrety jogiczne ujawnione przez legendarnego jogina z Himalajów dostępne są wyłącznie dla płacących za kursy. Najwidoczniej Mahavatar tez musi coś mieć z tego. Tych, którzy spotkali Krija Babajiego współcześnie jest wielu. Jak nie w Badrinath, to w swoim domu, bywa, że we śnie, a w ostateczności spotykają go po raz pierwszy w książkach. I na ogół zaraz potem zakładają aszramy, organizacje duchowe/biznesowe/, prowadzą kursy, seminaria. Nauczają czego ? Oczywisście, że krija jogi, podobnej zresztą do innych tajemnych krija jog, nauczanych przez innych nauczycieli. Różniących się może jedną, dwiema asanami, bądź kolejnością ich wykonywania. Ale w przeciwieństwie do tamtych powołują się na bezpośredni przekaz.

      Kiedy w 1946 roku Yogananda przedstawił Mahavatara światu, powołując się na swego mistrza, Sri Yukteswara i na mistrza mistrza, czyli na Lahiri Mahasaję, wydawało się, że tylko on i jego organizacja - Towarzystwo Samorealizacji/SelfRealization Fellowship/ ma wyłączność do legendy Himalajów. Ale kilka lat później, w roku śmierci Yoganandy, doszło do zamieszania, gdyż indyjski dziennikarz wydał pierwszą z książek ze swoich rzekomych spotkań z Krija Babajim, jakie podobno miały mieć miejsce w jego mieszkaniu w Madrasie. Amerykańska organizacja SRF oburzyła się, że ktoś jeszcze uzurpuje sobie prawo do „ich” Mahavatara. Sprawa otarła się o sąd, a rozjemcą w konflikcie musiał być ówczesny premier Indii Nehru, podobno, znajomy Neelakantana. Do objawień Mahavatara wraz z dziennikarzem przyznał się też młody wtedy adept duchowości, student geologii i jogin S.A.A.Ramaiah, który zresztą wkrótce rozpoczął nauczanie „w duchu” Krija Babajiego. Posłuch wśród swoich czy to zdezorientowanych, czy to nadto samodzielnych uczniów zdobywał m. in. komunikatami zaczynającymi się od słów:”Babaji powiedział....”. No a skoro powiedział, to cokolwiek powiedziane zostało, musiało być prawdą .Najświętsza! Ramaiah rozkręcił całkiem pokaźny biznes spirytualny, polegający na kolejnych stopniach wtajemniczeń, na kolejnych tajemnych asanach, mudrach i pranajamach. Oczywiście, wtajemniczeniach płatnych. Jednym z jego zachodnich uczniów stał się wspomniany już Govindam, który chyba przede wszystkim dobrze u Ramaiaha nauczył się duchowego marketingu, którego skuteczność podniósł m. in. przez napisane przez siebie książki. Z nich wynika m. in. to, że i on również poznał osobiście Krija Babajiego, który miał mu się objawić nie jeden raz. A dysponując takim memem, jak osobiste spotkanie z Mahavatarem możemy pokusić się naprawdę o wiele.

       Neelakantam w swej książce „urodził” nieśmiertelnego, odwiecznego Krija Babajiego, przypisując ma dzień narodzin na 30 listopada 203 roku. Ci, którzy potrzebują ceremonii, mają w swoim kalendarzu nową, żelazną datę. Wymyślił mu nawet miejsce urodzenia w dzisiejszym tamilskim Porto Novo. Oczywiście, nie wymyślił, ale dowiedział się tego od samego Krija Babajiego. I dowiedział się też u kogo Babaji pobierał nauki: byli to Boganathar i słynny riszi Agastya. A tak swoją drogą w tym roku byłem w Indiach już w dwóch jaskiniach, w których miesiącami miał medytować riszi Agastya. A podobno takich legendarnych jaskiń Agastyi jest w Indiach kilkadziesiąt i w każdej z nich można usłyszeć inna historię życia Agastyi.

      Ale prawie każda z nich zaczyna się od indyjskiego mumbo-jumbo/mowa-trawa/:”Było to pięć tysięcy lat temu...”Jak pięć tysięcy lat temu, skoro Babaji urodził się ledwo osiemnaście wieków temu? A jak się urodził, skoro nie umarł, bo jest wieczny? Najśmieszniejsze w tym jest to, że obecnie wszyscy „kontaktowcy” z Mahavatarem powołują się na wspomnianą książkę Neelakantana, a także na książki Govindana. Chyba, że znowu ktoś napisze kolejną wersję swojego osobistego objawienia. Zapewne szczegóły będą inne. Wystarczy zresztą zerknąć do internetu, żeby przekonać się, ilu jest takich, którzy mieli „bliskie spotkanie III stopnia z Babajim” i oczywiście, zostali zainicjowani przez niego do prowadzenia kursów i zakładania aszramów, w których będą żyli z datków od adeptów „ich”krija jogi. Zeby chociaż dobrze nauczyli się asan i mudr z systemu krija jogi. Zabawnie np. wygląda pewien dosyć popularny dzisiaj „awatar”, który naucza mudr z kartki. Zapewne tak jakoś jest chyba łatwiej przypomnieć je sobie. Co prawda Krija Babaji miał go nauczyć tych asana i mudr osobiście,ale wiadomo, pamięć jest ulotna...

      Mahavatar Krija Babaji to jest mit. Mit wszakże piękny, ale tylko mit. Jest zapewne symbolem naszych pragnień, dążeń, idealizacji. Wszyscy chcielibyśmy być piękni, nieśmiertelni,o nie starzejącym się ciele, pełni wszelakiej wiedzy, a zwłaszcza mocy. I to jest zrozumiałe. I ja,przyznam, chciałbym spotkać takiego Mahavatara. I wiem też, że gdyby istniał, nie byłby oszustem, duchowym hochsztaplerem. I gdyby istniał, zapewne przepędziłby, gdzie pieprz rośnie wszystkich, nauczających w jego imieniu. Tylko, czy oddałby pieniądze wyłudzane pod pretekstem jego imienia ?

Mariusz Piotrowski

Artykuł ukazał się w Czwartym Wymiarze, nr 12/2009