ARTYKUŁY




Kosmiczny Avadhut


      Ostatnio miałem zaszczyt przyjechać z moim Mistrzem do pewnego zupełnie zwyczajnego, wręcz skromnego domu w stanie Maharasztra. Dom, jak się okazało, należał do pewnej zacnej rodziny, której głowa, a zarazem uczeń mojego Mistrza, podarował w imieniu swego ojca kilka kilometrów kwadratowych gruntu, bardzo cennego, gdyż znajdującego się nieopodal Bombaju. Ziemia w tym cierpiącym na przeludnienie kraju, a zwłaszcza ziemia w pobliżu finansowej stolicy Indii jest skarbem nie do przecenienia. Takiej skali darowizna, to w Indiach wydarzenie ogromne, zważywszy, że teren przeznaczony zostanie nie na działalność komercyjną, lecz stanie się w niedalekiej przyszłości miejscem międzynarodowego centrum medytacyjnego. Cóż, wydarzenie wielkie, ale okazuje się, również spowite pewną tajemnicą; wspomniany już ojciec darczyńcy był i jest do dzisiaj wyznawcą słynnego w Indiach świętego - avadhuta Nityanandy. Avadhut, to w dużym skrócie, istota doskonała, ktoś, kto jest już całkowicie poza światem dualizmów, doskonale zestrojony z Naturą, ktoś, czyje ciało i umysł nie blokują przepływu siły pranicznej, siły życia. W Indiach świętych jest na pęczki, joginów, tych nie farbowanych zdecydowanie mniej, ale spotkać prawdziwego avadhuta, to jest jak wygrać szóstkę w lotka. Zapewne w historii było ich niewielu, dlatego też o tych, którzy byli zachowało się trochę relacji, gdyż czy tysiąc lat temu, czy teraz, byli istotami niezwykłymi.

      Wracając jednak do Nityanandy, wręczył swego czasu seniorowi rodu owoc mango w intencji pomyślności materialnej w życiu. Kiedy obdarowany spytał, avadhuta, co powinien zrobić, kiedy łaska materialna spłynie na niego w przyszłości, Nityananda odpowiedział podobno:”Możesz zrobić, co uważasz, np. możesz podarować potrzebującemu”. Minęły lata w czasie których obdarowany ze skromnego rolnika stał się bardzo majętnym farmerem i do tego prawdziwym obszarnikiem. Jak jest tego pewien do dzisiaj, dzięki Nityanandzie. Ponieważ dzięki Nityanandzie stał się adeptem medytacji, świeckim joginem, to ascetyczne podejście przeniósł w życie, stąd też brak w tej rodzinie przepychu, ostentacji, na rzecz ogromnej powściągliwości. Do dzisiaj zresztą można spotkać w Indiach ludzi, którzy ze stuprocentową pewnością twierdzą, że za ich życiowym powodzeniem stoi nie kto inny jak avadhut Nityananda.

      W Ahmadabadzie, stolicy Gudżaratu, osobiście poznałem pewnego emerytowanego biznesmena, potentata w branży obróbki diamentów, który przed pięćdziesięciu laty dostał od avadhuta mały kamyk, pozornie nad wyraz zwyczajny, na pewno nie diament, ze słowami:”Weź, weź, bardzo cenny, tysiące rupii....”Obdarowany, wówczas bardzo młody i wcale nie majętny człowiek skwapliwie wziął podarowany przez świętego kamień, który okazał się być po prostu szczególnym rodzajem opala. I niewiele czasu minęło, kiedy dostał się do brylantowego biznesu, w którym dorobił się fortuny. I chociaż przez całe swoje życie Nityananda nigdy nie twierdził, że dokonuje jakichkolwiek cudów, wręcz zaprzeczał, to takich relacji, jak powyższe jest wiele. Ale to dotyczące świata materii są znane, gdyż dotyczą spektakularnych zdarzeń, które miały licznych świadków. O wiele jednak cenniejsze były „cuda” Nityanandy, kiedy tworzył świętych i joginów, często z zupełnie na pozór zwyczajnych ludzi. Największym duchowym diamentem, a przynajmniej najsłynniejszym wydaje się być dobrze znany na Zachodzie Baba Muktananda, który swoje mistyczne przeżycia z czasów bycia z Nityanandą zawarł m. in. w swojej słynnej summie duchowej znanej pod tytułem Gra świadomości. Muktananda był zresztą tym joginem, który przed kilkudziesięciu laty wyprowadził mojego Mistrza na światło dzienne po jedenastu miesiącach ascezy bez jedzenia i picia i pobycie w zamkniętym pomieszczeniu i przedstawił mieszkańcom miasteczka Yeola, jako w przyszłości wielkiego i znanego w świecie jogina.

      Nityananda zwany byl też Bhagavanem, czyli istotą Najwyższą, ale był to tytuł, za którym nie przepadał, gdyż określenie to było odczytywane na ogól w kontekście religijnym. A na poziomie avadhuta, czyli istoty, która w pełni zrealizowała w sobie Atmę, religia, jakakolwiek, nie ma już niczego do szukania. O całej mocy avadhuta przesądza jedynie osobiste przeżycie,osobiste doświadczenie, do tego stopnia osobiste, że nie można go dzielić z innymi, nie można go przekazać na poziomie słów. Dlatego avadhut prawie wcale nie mówi, gdyż wie, aż do bólu, że słowa na tym pułapie nie mają żadnego znaczenia. Nie wygłasza wykładów, dyskursów, nie miesza słuchaczom w głowach. Jeżeli w ogóle jest w stanie dzielić z innymi stan, w jakim się znajduje, to wyłącznie przez medytację, emocje i zachowanie. Około tysiąca lat temu ktoś anonimowy, podjął próbę opisania stanu osoby, która zrealizowała w sobie Atmę, czyli wie, każdą komórką ciała, że sama jest Atmą i w efekcie powstał chyba jeden z najgłębszych tekstów duchowych znany jako Avadhut Gita, tekst prawie bez cienia dualizmu, jeszcze mniej dualistyczny, niż bardziej znana w świecie Asztawakra Gita.Ktokolwiek jednak kryje się za powstaniem Avadahut Gity z cała pewnością był kimś bardzo, bardzo zaawansowanym. I być może na poziomie słowa więcej powiedzieć się nie da. Dalej jest już tylko milczenie....

      Nitayananda, co znaczy mniej więcej „zawsze w stanie błogości” przyszedł na świat prawdopodobnie z końcem 1897 roku. Prawdopodobnie, gdyż w Indiach sprzed stu laty mało kto miał metrykę, w tym przyszli święci. A i o późniejszych latach mało co wiadomo z cała pewnością, gdyż nikt niczego specjalnie nie rejestrował, zwłaszcza, że ogól mieszkańców Indii, to byli analfabeci. Jeśli istnieją jakieś rzekomo pewne fakty, to na ogół są one zalegalizowanymi przez czas legendami i tylko nimi. W każdym bądź razie Nityananda urodził się w stanie Kerala. Od wczesnych był prawdopodobnie kimś zupełnie innym od swego otoczenia. Już jako młodzieniec spędzał czas na medytacji i na nieustannych wędrówkach po całych Indiach: boso, jedynie z przepaską na biodrach. W czasie tych wędrówek dotarł młody avadhut w Himalaje, gdzie dłuższy czas miał spędzić na medytacji. Jednak z roku na rok, chociaż stale przemieszczający się, stał się jednak na tyle znany, że tam, dokąd docierał, zaczynali wokół niego gromadzić się ludzie. Z nich też brali się jego uczniowie, często o bardzo różnym statusie społecznym. W 1936 roku dotarł do małej wioski w Maharasztrze, zwanej Ganeszpuri, gdzie początkowo powstała mała świątynia, która z czasem przekształciła się w aszram, znany do dzisiaj jako Gurudev Siddha Peeth. I tam rozpoczęła się najważniejsza część ziemskiej misji tego, który zrealizował w sobie Atmę: misja nauczania. Rzadko przez słowa, najczęściej przez medytację i po prostu bycie. Jeśli było to nauczanie przez słowa, to raczej prowadzone jako rozmowa z jedna czy kilku osobami. Te słowa i fragmenty rozmów były przez lata częściowo spisywane, aż powstała z nich summa nauczania Nityanandy, znana pod tytułem Chidakash Gita. Ta Gita to kolejny brylant pochodzący z Indii i czytany, najlepiej, w stanie czystym, bez jakichkolwiek komentarzy, które zawsze spłycają głębię przekazu. W Ganeszpuri Nityanada zł i nauczał aż do śmierci w sierpniu 1961 roku. W tym czasie do tej wioski dotarły tysiące, jeśli nie miliony ludzi z całych Indii, chociaż głownie z Maharasztry. Były to tłumy już tak wielkie, że w ostatnich latach życia Nityananda prawie w ogóle przestał opuszczać aszram, gdyż stale ciągnęły się za nim tłumy ciekawskich i spragnionych błogosławieństw. Ale na tych, którzy mogli z nim spotkać się na wyższych, nie religijnych, poziomach, Nityananda niezmiennie robił wrażenie istoty nieziemskiej, jakby przybysza z innych wymiarów. Wielki mędrzec z Bombaju, Nisargadatta Maharaj, spytany o swoje wrażenie ze spotkania z Nityanandą, odpowiedział: „Nie ma dnia, żebym nie myślał o nim...”

      Tak jeden gigant duchowości powiedział o drugim. I chociaż Nisargadatta przede wszystkim nauczał słowem i emocją, był w dużej mierze podobny do Nityanandy, był postacią z innego świata.

      Z czasem wielu uczniów Nityanandy, wyniesionych przez niego do statusu mistrzów, zakładało własne aszramy, zawsze jednak dedykowane tej Wielkiej Kosmicznej Duszy. Na ogół są to aszramy medytacyjne, w których najlepiej można kontynuować nauczanie avadhuta. Jeden z takich bardziej znanych aszramów jest w Mysore, dokąd trafiłem ze swoim Mistrzem. Tam na miejscu gospodarze tego miejsca, którzy byli, bardzo związani z Nityananda, stwierdzili: „Obaj są tym samym, są Atma przejawioną.....”

Mariusz Piotrowski

Artykuł ukazał się w Czwartym Wymiarze, nr 7/2009