ARTYKUŁY




Światło łaski, nieśmiertelne ciało...


      Tuż przed swoim rozpłynięciem się w świetle czy może raczej, jako światło, powiedział do swoich uczniów: „Odnajdziecie mnie we wszystkich ciałach przez Niego stworzonych”. Co prawda trudno go w ten sposób odnaleźć dzisiaj,szukając w ogromie boskiego stworzenia, ale od czego są niezastąpieni, jak zwykle, tzw. channelingowcy, z których umysłów i ciał mają płynąć aktualne i, oczywiście, prawdziwe przekazy od Ramalingi. Przez nich wybranych i najczystszych. No, ale channeling, to w najlepszym razie rojenia i fantazje niestabilnego umysłu, a w najgorszym, cyniczna i na ogół prymitywna biznesowa manipulacja, nie warta poświęcania jej uwagi. Prawdziwy Ramalinga przed swoją dematerializacją zdołał powiedzieć uczniom właściwie wszystko, co zamierzył. Był to przekaz prosty i powściągliwy, jeśli chodzi o ilość słów, zdecydowanie nie przystający do uduchowionego ględziarstwa większości tzw nauczycieli duchowych. Ale może dlatego, że był zbyt to prosty i lakoniczny przekaz w efekcie chyba nie dotarł do większości z uczniów, jeśli w ogóle do któregokolwiek. Uczniowie, wyrośli w tradycji hinduistycznej, byli nieuleczalnymi zwolennikami rytuałów, pielgrzymek,modlitw za i o, czczenia figur, posążków i pudż. Nie zrozumieli Ramalingi, gdyż przekaz był zbyt prosty.

      Ramalinga Swami, to jeden z największych świętych Indii, jak i jedna z największych tajemnic indyjskiej duchowości . Był jednym z niewielu we współczesnych nam czasach, który osiągnął stan tzw. soruba samadhi, czyli nieśmiertelnego ciała. Nie był mityczną postacią sprzed tysięcy lat, jak Rama, Kryszna, lecz kimś, czyje życie było dokładnie opisywane przez innych, a po tajemniczej dematerializacji, nawet przez urzędników i brytyjską kolonialną policję. Czczony jest przede wszystkim w stanie Tamil Nadu, skąd pochodził, zdecydowanie mniej w innych regionach Indii, a właściwie prawie w ogóle nieznany jest na Zachodzie. Gdyby był, stanowiłby zapewne „wysokie”tło porównawcze, dla licznych hinduistycznych hochsztaplerów,którzy przenikają z Indii na Zachód, żeby tam sprzedać swoją spirytualną papkę, zgłodniałej duchowości, zachodniej a w miarę zasobnej klienteli.

      Urodził się 5 października 1823 roku w wiosce Marudur, nieopodal Chidambaram, gdzie znajduje się słynna świątynia tańczącego Sziwy, Nataraja. Jego dzieciństwo już miało obfitować w serię rozlicznych i tajemniczych zdarzeń, ale są to już chyba tylko apokryfy powstałe po rozpłynięciu” się Ramalingi, a bardzo typowe dla hinduskiej mitologii: grające samoistnie instrumenty, śpiące pod łóżkiem, na łóżku/wersja do wyboru/ chłopca kobry itd, itp. Tutaj przy okazji uwaga: zdecydowana większość opowieści o indyjskich świętych należy podzielić przez dziesięć i z tego najlepiej jes zcze coś odjąć, gdyż są one najzwyklejszymi mitami. W każdym bądź razie pewnym jest to, że , gdy Ramalinga miał kilka lat jego ojciec zmarł i rodzina z wioski przeniosła się do Madrasu, gdzie znalazła się pod opieką najstarszego z synów. I w Madrasie właśnie zauważono, że zaledwie pięcioletni chłopiec dysponuje wiedzą duchową, która przyswoił sobie w tajemniczy i niewyobrażalny dla wszystkich sposób. Już w tym wieku po zaaranżowaniu przez starszego brata kilku lekcji u słynnego madraskiego nauczyciela języka, chłopiec spontanicznie zaczął tworzyć ekstatyczne wersy, sławiące i wychwalające Boga. Nauczyciel, widząc taką eksplozję talentu , niebawem sam wycofał się z udzielania dalszych lekcji. Jednak opiekujący się małym brat nie zrezygnował z myśli o dalszej edukacji i postanowił wysłać go do szkoły z internatem. Jednak mały Ramalinga uczył się w szkole krótko i w wieku lat dziewięciu, dosłownie uciekł ze szkoły i wrócił do domu rodzinnego. I wręcz zamknął się w swoim byłym pokoju, jedynie wcześniej poprosił, żeby dostarczono mu materiały do pisania. I rozpoczął swoje natchnione pisanie; na papier spływały hymny i psalmy. Tym, co nim kierowało było, jak wyznał później - Odwieczne Światło Łaski, które przepełniło młodego autora - medium swoistą wszechwiedzą.

      Kiedy Ramalinga dobiegł lat dwunastu zdarzyło się, że właśnie zachorował poważniej jego starszy brat i poprosił nastoletniego autora świętych hymnów o zastąpienie go na jakiś czas w jego posłudze duchowego nauczyciela. Młodziutki Ramalinga zaskoczył wszystkich swoim wystąpieniem przed religijną kongregacją. Dwunastolatek z niespotykaną głębią skomentował pewne wersy napisane przez średniowiecznych świętych sziwaickich. Do tego stopnia poruszył słuchaczy, że zażądali, żeby do końca poprowadził wszystkie zaplanowane wcześniej dyskursy. Był to moment swoistej inicjacji Ramalingi w jego misję dla ludzi. W ciągu następnych lat rosła jego reputacja , jako nauczyciela duchowego. Jego uczniami zostawali ludzie nawet starsi od niego wiekiem jak i przerastający go, przynajmniej pozornie, wykształceniem. I przez cały ten czas tworzył duchowe wersy, które wypływały spod jego pióra niczym strumień jakiejś tajemniczej świadomości. Około roku 1860 z Madrasu przeniósł się do wioski Vadalur, która znajdowała się w samym sercu regionu zdominowanego przez wyznawców sziwaizmu. W Vadalur założył ośrodek charytatywny, zajmujący się dokarmianiem ubogich oraz elementarną opieką medyczną dla starszych. Podczas inauguracji ośrodka nakarmionych zostało podobno około dziesięć tysięcy ludzi. I tu, w Valadur, Ramalinga stworzył zręby swojej ścieżki duchowej,nazwanej przez niego Sanmargą.

      Istota i esencją tej ścieżki był szacunek i miłość dla i do wszystkich istot, nie tylko ludzi. Miłość i szacunek do żyjącej istoty jest zarazem miłością i szacunkiem dla Boga. A chcąc zasłużyć na łaskę Boga, człowiek winien rozwijać poczucie bezwarunkowej miłości do wszystkich istnień. Praktycznym przejawem tej miłości i szacunku, mogło być, według Ramalingi, dokarmianie potrzebujących,niezdolnych do zarobienia na swój posiłek i to wszystkich, bez względu na pochodzenie i status społeczny. Ale Ramalinga dokarmiał nie tylko ludzi, uświadamiał przez przykład, że to samo dotyczy zwierząt,ptaków, owadów. A szacunek należy się również roślinom. Pod wpływem Ramalingi wielu okolicznych mieszkańców przeszło na wegetarianizm.

      W miarę upływu czasu wokół ciągle młodego świętego gromadziły się coraz większe tłumy. Wielu przybywało z czystej ciekawości, żeby być świadkami cudów i uleczeń. Jednak niektórzy zainspirowani przez dyskursy Ramalingi zostawali na dłużej, żeby po jakimś czasie stać się jego uczniami. W tym też czasie tworzone przez niego hymny i poematy wyrażające nieskrępowaną niczym miłość do Boga zostały zebrane w jeden tom i wydane drukiem pod tytułem Pieśń Boskiej Łaski, stając się wkrótce jednym z najważniejszych duchowych tekstów napisanych w języku tamilskim. Tekst ten m. in. opisuje rozmaite stadia samorealizacji, a także fizycznej transformacji ciała Ramalingi ze zwykłego, ludzkiego w, boskie, nieśmiertelne ciało. Ramalinga napisał, że jego śmiertelne ciało przetransformowane zostało w ciało jaśniejące złocistą poświatą i zmieniło się w „ciało miłości” . A „ciało miłości” z czasem przetransformowało się w „ciało światła”. I w przeciwieństwie do tego złocistego ciała, ciało świetliste było w ogóle „niezauważalne” dla zmysłu dotyku. Było też całkowicie odporne na wpływy natury. To właśnie do Valadur przybył jednego razy słynny wówczas fotograf z Madrasu, Mudalier. I aż osiem razy próbował zrobić zdjęcie Ramalindze i za każdym razem uwiecznione zostawało tylko wierzchnie okrycie świętego, natomiast nie było widać nawet skrawka ciała. Świetliste ciało nie odbijało światła i na płytce fotograficznej nie zostawał jakikolwiek ślad. Ciało Ramalingi także nie rzucało cienia. Ta właściwość jego ciała została szybko dostrzeżona przez bystrych obserwatorów i, Ramalinga, żeby uniknąć nadmiaru ciekawskich zaczął owijać się szczelnie białą szatą, co pozwoliło przywrócić cień. Z kolei jego bose stopy w ogóle nie zostawiały śladu na piasku, co było widziane, a właściwie nie widziane, i potwierdzone przez wielu. Uderzającą, a właściwie niesamowitą cechą Ramalingi był jego wzrok. Z jego oczu dosłownie wytryskiwało światło i ten jego wzrok mogli wytrzymać naprawdę nieliczni. Większość pod wpływem tego spojrzenia czuła wręcz fizyczny ból, gdyż ich ciała nie był gotowe na przyjęcie takiej dawki boskiego światła. Jadł mało, bardzo mało, garść czegoś raz na dwa, trzy dni.

      W 1870 roku Ramalinga przeniósł się z Valadur do innej wioski,do Mettukuppam. Tutaj, na jego życzenie uczniowie w ciągu kilku miesięcy wznieśli „świątynię mądrości”, zaprojektowaną przez niego. We wnętrzu tej prostej, ascetycznej świątyni umieszczone zostało szklane naczynie, w którym wzniecono płomień, podtrzymywany podobno bez przerwy do dzisiaj, a symbolizujący duszę ludzką w całej jej chwale i wspaniałości i w związku z Odwiecznym Światłem Łaski. , nazwanym przez świętego: ARUT PERUN JOTHI. W świątyni zgodnie z nakazem Ramalingi nie odprawiano żadnych rytuałów. Było to miejsce modlitwy i medytacji, a także boskiej ekstazy.

      Około roku 1873 Ramalinga zaczął zmieniać styl życia. Coraz częściej spędzał czas w odosobnieniu, a kiedy wreszcie wracał do uczniów, udzielał im podobno przejmujących dyskursów. I nakazał uczniom, żeby medytowali nad Odwiecznym Światłem Łaski i modlili się do niego. Poprosił uczniów też o to, żeby płomień ze świątyni płonął wiecznie. Jednak na jego życzenie ten płonień, symbolizujący odwieczne światło, z wnętrza świątynki, został wyniesiony przed wejście do niej..Był to znak zapowiadający jakąś istotną zmianę. Ale był to tez wyraz rozczarowania Ramalingi swoimi uczniami, z których większość chyba nigdy nie pojęła istoty jego przesłania o odwiecznym świetle, zatracając tę istotę w religijnych rytuałach.

      Aż w końcu nadszedł dzień 30 stycznia 1874 roku. Tego dnia Ramalinga, raz jeszcze nakazał uczniom, żeby podtrzymywali zawsze ten świątynny płomień i żeby czcili go, wyobrażając sobie, że czczą samego Boga. . Zapowiedział też, że niebawem , jako światło, wyjdzie ze swego ciała i rozpłynie się i wniknie we wszystkie ciała boskiej kreacji. Nakazał im też, żeby z zewnątrz zaryglowali drzwi do jego malutkiego kutiru/chatki/. I zapowiedział też, że, gdy ponownie otworzą te drzwi we wnętrzu nie znajdą nikogo i niczego. Będzie tylko pustka. I jak powiedział, tak zrobił. Zamknął się przed nocą w swoim kutirze w Mettukuppam . W nocy, na zewnątrz jego uczniowie recytowali na okrągło przekazaną im przez świętego mantrę:

Światło łaski, nieśmiertelne ciało...

Arut Perun Jothi

Arut Perun Jothi

Tanni Perun Karunnai

Arut Perun Jothi

      I w pewnym momencie tej ekstatycznej recytacji zza drzwi kutiru wydobył się nieoczekiwanie silny fioletowy płomień, będący znakiem, że Ramalinga „wniknął we wszystkie ciała boskiej kreacji”. Kiedy otwarto drzwi, tak, jak święty zapowiedział, nie znaleziono po nim najmniejszego śladu. Natychmiast wybuchła ogromna sensacja. Na tyle wielka, że sprawą zainteresowały się brytyjskie władze kolonialne. Przeprowadzono wnikliwe śledztwo, które jednak zakończyło się tak, jak zakończyć się mogło. Potwierdzono tylko fakt niewytłumaczalnego zniknięcia.

      Ramalinga zniknął w taki sam sposób, czyli rozpłynął się w świetle, jak wcześniej w tym samym regionie czterej inni święci sziwaiccy. Jednak w przeciwieństwie do nich, w swoich pismach, hymnach i poematach zostawił wyraźną instrukcję, jak osiągnąć takie świetliste ciało. A podstawą tej instrukcji było według Ramalingi: powszechne poszanowanie życia i pełna boskiego oddania medytacja......

Mariusz Piotrowski